30/09/2026
🔎Marka nie ma dziś łatwego życia. Nie wystarczy już, że sprzedaje dobry produkt, jest rozpoznawalna i ma jakiś - mniej lub bardziej wyróżniający - pomysł na siebie. Powinna jeszcze być odpowiedzialna, ekologiczna, inkluzywna, etyczna, społecznie zaangażowana i – jeśli starczy miejsca w strategii – naprawiać świat. Można oczywiście uznać, że im więcej dobrego, tym lepiej, ale właśnie z tym poglądem polemizują Lisgrey Barrera Legorburo i Leslier Valenzuela-Fernández w artykule „When does brand purpose stop creating brand equity? The moralizations trap of strategic self-sabotage”.
💡Ich zdaniem w pewnym momencie kolejne moralne znaczenia przestają markę wzbogacać, a zaczynają wprowadzać w niej mętlik. Pojawia się nadmiar deklarowanych cnót, przeciążenie znaczeniami, a w końcu także problem z naturalnym rozwojem brandu. I właściwie trudno się temu dziwić. Jeśli marka chce jednocześnie ratować planetę, zmieniać społeczeństwo, edukować, integrować, wspierać i jeszcze na końcu coś sprzedać, może się okazać, że klient zapamięta wszystkie jej słuszne intencje poza jedną rzeczą: po co właściwie miał ją kupić. Może więc nie każda dobra idea musi od razu trafić do strategii marki?
Link do artykułu oczywiście komentarzu:)