07/05/2026
🟧 Wzmacniacz Pioneer SA-9100 🟧
SA-9100 to obiekt westchnień wielu fanów vintage audio, ale mi będzie się on już kojarzył jedynie z koszmarem w postaci makaronu z przewodów, który skutecznie utrudniał serwisowanie :) Sprzęt został mi przekazany przez właściciela z powodu kilku usterek, między innymi problemów z wejściem Phono 1, przepalonymi żarówkami, trzeszczącym potencjometrem głośności oraz - przede wszystkim - z głośnymi strzałami w obu kolumnach przy wyłączaniu zasilania.
Po oględzinach okazało się, że wzmacniacz widział już wcześniej grot lutownicy, jednak norweski serwisant (bo wzmacniacz przyleciał do mnie aż z Norwegii) ograniczył się jedynie do wymiany elektrolitów. Niestety, zrobił to dość niedbale, bo nie dość, że użył w sekcji zasilania Nichiconów Fine Gold i FW, to jeszcze narobił bałaganu na płytkach.
Przy postępujących pracach ciągle okazywało się, że im dalej w las, tym gorzej - jednak nie wszystkie kondy zostały wymienione, nie był ruszony też żaden z kilkudziesięciu wadliwych tranzystorów. Sprawdzenie głównych kondensatorów także wykazało ich zmęczenie, więc konieczna była wymiana. Tak więc same podmiany elementów na nowe zajęły kilkanaście godzin.
Jeśli chodzi o elektrolity, to zgodnie z sugestią właściciela w torze audio zostały użyte bipolarne Nichicony Muse lub foliowe Wimy. Zasilacz został całkowicie przebudowany - otrzymał komplet nowych, wysokotemperaturowych kondensatorów Nichicon PW, parę nowych rezystorów, a także zestaw nowych, porządnych tranzystorów. Układ zabezpieczeń, flat amp, sekcja phono i stopnie końcowe także zostały odpowiednio zaopiekowane.
Nierozwiązaną kwestią pozostawał jednak problem strzałów w kolumnach podczas wyłączania zasilania. Po paru minutach ze schematem udało mi się zauważyć, że SA-9100 w wersji wielonapięciowej powinien posiadać trzy kondensatory przeciwzakłóceniowe - po jednym na każdą krańcówkę włącznika zasilania i jeden między przewodem fazowym a neutralnym. A opisywany egzemplarz, jako wersja 220V, z jakiegoś powodu nie miał żadnego z tych kondensatorów... Oczywiście ich montaż skutecznie zniwelował jakiekolwiek przykre dźwięki przy operowaniu włącznikiem sieciowym.
We wzmacniaczu była także konieczna regeneracja mocno zapsikanych jakimś sprayem potencjometrów głośności oraz balansu. Nie obyło się bez poszukiwań dawcy, bo w potencjometrze głośności niestety pękł plastikowy element ze ślizgaczem, ale na szczęście po remoncie oba regulatory pracują z takim oporem, z jakim powinny. Tu ogromne podziękowania należą się Jacek Kawa, który ponownie stanął na wysokości zadania i przyszedł na ratunek, gdy sytuacja wydawała się beznadziejna.
A poza tym serwisowy standard - czyszczenie przekaźnika, przelutowanie i czyszczenie płytek, ustawienia punktów pracy. Do tego czyszczenie selektora wejść i przełącznika pre/main na tylnym panelu. I dużo, dużo przeklinania na łamiące się przy pracy druciki :)
Czy było warto? Zdecydowanie. SA-9100, chociaż nie bez wad, pięknie ozdabia pomieszczenie swoim aluminiowym frontem i drewnianą obudową. Potrafi też zachwycić świetnie kontrolowanym basem i dobrze wypoziomowaną górną częścią pasma. Po takim serwisie to jest zupełnie inny wzmacniacz, grający o poziom wyżej niż egzemplarze bez serwisu.
Zapraszam na obszerną relację z naprawy SA-9100 😎