27/02/2026
Moje drogie,
Zbliża się Dzień Kobiet. Przeglądam to, co wyrzuca mi internet, odbieram od Was telefony na konsultacjach i powiem Wam szczerze – łapię się za głowę. Widzę potężny zgrzyt w tym, jak dzisiaj rozumiemy kobiecość. Wpadłyśmy w dwie ślepe uliczki.
Z jednej strony mamy wysyp „Roszczeniowych Bogiń”. Dziewczyn, którym wmówiono, że sam fakt bycia kobietą to już zawód. Mają leżeć, pachnieć, a ktoś inny ma na nie pracować i zapewniać dobrobyt na każde skinienie palca. Dziewczyny, to nie jest energia Królowej. To jest odklejenie od rzeczywistości, które prędzej czy później bardzo boleśnie zderzy się z twardą materią.
Z drugiej strony barykady jesteście Wy – „Zajechane Siłaczki”. To o Waszym zmęczeniu słucham najczęściej, gdy dzwonicie po diagnozę. Powrót z pracy i odbicie karty na drugi etat w domu. Obiad, dzieci, ogarnianie całego świata dookoła, tylko nie siebie. Czas na oddech? Wytchnienie? Zapomnij.
Jako doradca powiem Wam to, co zawsze walę prosto z mostu: nie ma takiej magii, takiego rytuału, ani takiej świecy, która sprawi, że partner nagle zacznie Cię zauważać, jeśli Ty sama przestałaś widzieć siebie w lustrze.
Jeśli Twoim życiowym mundurem stał się permanentnie rozciągnięty dres, a własne potrzeby zepchnęłaś na sam dół listy – Wszechświat potraktuje Cię dokładnie tak samo. Zignoruje Cię. Prawo rezonansu nie ma litości.
Z drugiej strony – powiedzmy to sobie jasno – nie ma absolutnie żadnej magii w samych przedłużanych rzęsach i zrobionych paznokciach, jeśli za tą ładną fasadą nie idzie wewnętrzny rozwój i zwykła, emocjonalna dojrzałość. Puste naczynie, choćby było ze szczerego złota, nie napoi ani Ciebie, ani Twojego partnera.
We wszystkim potrzebny jest balans. Każda z nas ma inną matrycę energetyczną i nie ma jednej, uniwersalnej drogi. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek oceniać, ale o to, by – zwłaszcza w tym czasie – zatrzymać się na moment. Wziąć głęboki oddech i bez oszukiwania samej siebie zapytać: co tak naprawdę się teraz u mnie dzieje? Gdzie w tym wszystkim w ogóle jestem JA?
Dlatego z okazji Dnia Kobiet nie będę Wam życzyć standardowego „dużo uśmiechu”. Życzę Wam żelaznego szacunku do samej siebie i uziemienia. Mądrego dbania o własne zasoby – bez tych wszystkich skrajności, bez chorej presji, za to w całkowitej zgodzie z Waszą prawdziwą naturą.
Dlatego w tym roku na Dzień Kobiet, zamiast wysyłać Wam wirtualne tulipany czy pisać puste banały, mam dla Was konkret.
Otwieram szybkie zapisy na jednodniową akcję: MINI-DIAGNOZA KOBIECEJ ENERGII.
Kładę karty na stół i sprawdzamy u Ciebie dokładnie 3 rzeczy:
1. Wyciek: Gdzie obecnie ucieka Twoja życiowa energia (komu lub czemu oddajesz ją bez sensu)?
2. Skrajność: W jaki schemat uciekasz najczęściej (jesteś Zajechaną Siłaczką czy żyjesz w iluzji)?
3. Pion: Jeden konkretny krok naprawczy (co musisz uciąć lub zmienić już teraz, żeby odzyskać stabilność).
Otrzymasz ode mnie odpowiedź w formie (na Messengerze/WhatsApp). Żadnego lania wody, sama merytoryka i prawda – czyli to, z czego słynę.
Koszt: 80 zł –
Zapisy: Tylko do 5 marca, a odpowiedzi wysyłam dokładnie w Dzień Kobiet (8 marca). Ilość miejsc jest mocno ograniczona, bo szanuję swój czas i swoją energetykę.
Jeśli masz odwagę zobaczyć, gdzie stoisz – napisz do mnie w wiadomości prywatnej hasło: AUDYT, a prześlę Ci szczegóły.