07/09/2026
Witajcie Kochani!
Widziałem, jak spodobał się Wam ostatni post ze sprzętem audio, więc dzisiaj podobny temat.
Na warsztacie Pioneer SA-708.
Myślę, że tego klasyka nie trzeba przedstawiać. Klient dostarczył go bez nakładek na gałki, ponieważ we własnym zakresie będzie go później odrestaurowywał wizualnie.
Ja dostałem jedno zadanie – brak prawego kanału.
Musimy przywrócić mu sprawność.
Schematy oczywiście mamy dostępne, ale na tym etapie nie będziemy z nich korzystać. To typowy starszy wzmacniacz, bardzo przyjemny w naprawie. Może teraz zabrzmię jak stary dziad, ale powiem…
„Dzisiaj takich nie robią”. ;D
Przy braku jednego kanału może być milion przyczyn. W takich konstrukcjach bardzo ważną rolę pełnią przełączniki, ponieważ przez ich styki fizycznie płynie sygnał audio.
W nowszych konstrukcjach często wygląda to inaczej. Sygnał audio porusza się po płycie głównej, a przełącznik przekazuje elektronice informację, co ma zrobić z sygnałem.
Tutaj jest inaczej.
W naszym sprzęcie sygnał audio porusza się fizycznie po przełącznikach jak pociąg po torach, a przełączniki są niczym zwrotnice. 🚂
Osobiście podejrzewam, że jedna z tych zwrotnic niedomaga.
Ale sprawdźmy, czy mam rację.
Do sprzętu podajemy sygnał audio i włączamy mój „szukacz sygnałów audio” – czarne pudełko widoczne na zdjęciu.
Od jakiego punktu zaczynamy?
Od potencjometru głośności.
Sprawdzamy… i mamy ciszę na jednym kanale.
OK. Cofamy się.
Przełącznik MUTING.
Sprawdzamy – tutaj również nie mamy kanału.
Cofamy się dalej po przewodach.
Co mamy dalej?
Przełącznik TAPE MONITOR.
Sprawdzamy jego wyjście – na jednym kanale nadal nie ma sygnału.
Ale…
Sprawdzamy wejście przełącznika i tutaj sygnał jest już prawidłowy.
Bingo!
Sygnał audio ginie nam właśnie na przełączniku TAPE MONITOR.
I jak widzicie, do takiej diagnozy wcale nie potrzebujemy oscyloskopu. Wystarczy prosty „szukacz sygnałów audio”.
Szczerze mówiąc, bez tej zabawki byłoby znacznie trudniej szybko znaleźć miejsce, w którym sygnał znika.
Dobrze.
Musimy wymienić przełącznik.
Aha…
Zapomniałem. Nie ma części do tego modelu. 😅
No to trzeba go zreanimować.
Tutaj zaczyna się trochę pracy w stylu saperów. Nie możemy się pomylić i nie możemy uszkodzić przełącznika, bo jeśli go zniszczymy, będziemy musieli dopiero szukać czegoś w jego miejsce.
A tego byśmy zdecydowanie nie chcieli.
Po pierwsze – nie szkodzić.
Klient został poinformowany o ryzyku związanym z wylutowaniem i rozebraniem przełącznika. Mamy zielone światło.
Zabieramy się do pracy.
Na początku musimy wylutować wielopinowy przełącznik. Tutaj trzeba ekstremalnie uważać, ponieważ mamy do czynienia z laminatem starego typu. Przy nieumiejętnym wylutowywaniu bardzo łatwo można uszkodzić ścieżki albo sam laminat.
Tutaj się nie spieszymy.
Nic nie wyrywamy.
OK.
Przełącznik jest już ładnie wylutowany. Wyszło idealnie.
Teraz musimy go otworzyć. Trzeba odgiąć kilka blaszek, ale robimy to ostrożnie, żeby ich nie uszkodzić.
Po rozebraniu przełącznika widzimy przyczynę niedziałania.
Styki są mocno utlenione.
Ten czarny osad, który widzicie, nie jest nadpaleniem. Przez styki przełącznika nie płynie przecież duży prąd. To efekt utleniania materiału, z którego wykonane są styki.
Ja widzę to tak…
Wrzucamy styki do Argentum – preparatu do czyszczenia srebra, złota, miedzi i ich stopów.
Kilka minut kąpieli i wyciągamy.
Efekt?
Oszałamiający. Zobaczcie sami na zdjęciach.
Składamy wszystko do kupy.
Ja dodatkowo delikatnie zabezpieczam styki preparatem Kontakt PR. Chodzi o to, żeby chociaż w pewnym stopniu ograniczyć dostęp powietrza do powierzchni metalowych.
Każdy ma swoje sposoby – ja trzymam się tego rozwiązania.
I tutaj ważna rzecz.
Samo przedmuchanie powietrzem i psiknięcie preparatem do styków nie usunie takiego utlenienia.
Jeżeli styki są mocno zabrudzone lub utlenione, bez ich rozebrania i dokładnego oczyszczenia często po prostu się nie obejdzie.
Składamy całość, a następnie przełącznik wraca na swoje miejsce.
Lutujemy.
I teraz najważniejszy moment.
Po takiej ingerencji musimy sprawdzić, czy sprzęt wystartuje.
Na pierwszy test zasilamy go przez żarówkę w szeregu. Pamiętajmy, że była to dość poważna ingerencja w urządzenie i zawsze istnieje ryzyko, że coś pójdzie nie tak.
TEST…
…
DZIAŁA IDEALNIE! 😎
Praca wykonana bardzo dobrze!
Kolejny sprzęt uratowany.
Trzymajcie się ciepło!
A dzisiaj mam zaplanowane jeszcze cztery sprzęty do naprawy, więc…
ufff… będzie pracowity dzień. 😅