ALTO Serwis elektroniki Jarosław Łubniewicz

ALTO Serwis elektroniki Jarosław Łubniewicz Naprawa laptopów, monitorów, zasilaczy, pozostałej elektroniki, wymiana gniazd, złącz, elementów.
(1)

Witajcie Kochani! 👋3 dzień urlopu. Właśnie sobie przypominam, jak fajnie, że ktoś kiedyś wymyślił coś takiego jak urlop....
07/10/2026

Witajcie Kochani! 👋

3 dzień urlopu. Właśnie sobie przypominam, jak fajnie, że ktoś kiedyś wymyślił coś takiego jak urlop. 😂

Dzisiaj opiszę naprawę laptopa, bo sprzętów audio było chyba już zdecydowanie za dużo. 😄

Na stole Lenovo V15 G3.

Objaw? Nie włącza się. Nie ładuje ani przez USB-C, ani przez standardowe gniazdo ładowania.

Krótko mówiąc – otwieramy budę. 🔧

Na głównej linii zasilania nie mamy zwarcia. Podłączamy zasilanie i obserwujemy, co się dzieje.

Grzeją się w zasadzie trzy elementy:

🔹 dioda TVS zabezpieczająca linie danych USB-C,
🔹 kontroler ładowania USB-C TPS65993,
🔹 przetwornica napięcia 3,3 V.

Ja już mniej więcej widzę, co prawdopodobnie się wydarzyło, ale po kolei.

Mamy zwarcie na diodzie TVS na linii danych gniazda USB-C. Taka dioda ma za zadanie chronić elektronikę płyty przed przepięciami, np. wyładowaniami elektrostatycznymi.

Jeżeli dioda jest przebita, możemy podejrzewać, że na tej linii pojawiło się napięcie, którego być tam nie powinno.

Zresztą kamera termowizyjna i multimetr potwierdzają – dioda jest zwarta.

Czyli spełniła swoją rolę.

Ale czy na pewno? 🤔

Usuwamy diodę i sprawdzamy, czy laptop zacznie się ładować.

Niestety nie.

Czyli wygląda na to, że prąd poszedł dalej i coś jeszcze zostało uszkodzone.

Obok tej diody znajduje się układ odpowiedzialny za ładowanie przez USB-C. W dużym uproszczeniu odpowiada między innymi za „dogadanie się” z ładowarką oraz komunikację z EC/KBC.

Sprawdźmy więc, czy on również jest uszkodzony.

Pomiary kondensatorów w jego pobliżu pokazują, że na linii 3,3 V mamy zdecydowanie za niską rezystancję. Czyli gdzieś mamy zwarcie.

Usuwamy układ.

Mierzymy ponownie…

No i nie mamy zwarcia.

Czyli wygląda na to, że znaleźliśmy kolejny uszkodzony element.

Tylko że…

Laptop nadal nie startuje. 😐

Mamy problem z zasilaniem 3,3 V. Bez niego komputer nie może wystartować, mimo że po usunięciu TPS65993 zwarcia już nie ma.

No dobrze.

Wymieniamy więc przetwornicę 3,3 V.

Podłączamy zasilanie.

Laptop nadal nie startuje, ale… zachowuje się trochę inaczej. Jakby chciał wystartować. Napięcie 3,3 V pojawia się na chwilę i zaraz znika.

To moment na oscyloskop.

Na zdjęciach możecie zobaczyć dwie linie.

🟡 Żółta – praca przetwornicy 3,3 V.
🔵 Niebieska – sygnał ENABLE, podawany przez EC.

I tutaj robi się ciekawie.

Jak widzicie, przetwornica pracuje idealnie. W momencie pojawienia się sygnału ENABLE zaczyna generować napięcie – czyli na żółtym przebiegu wszystko wygląda prawidłowo.

Ale spójrzcie na niebieski przebieg.

EC wyłącza nam ENABLE.

Czyli sama przetwornica jest sprawna. To już układ KBC/EC decyduje, żeby odłączyć zasilanie 3,3 V.

Pytanie tylko: dlaczego?

Powodów może być milion.

Sprawdzę te milion powodów, a powód milion pierwszy, którego nie sprawdzę, może spowodować, że tego laptopa nie uratuję. 😂

Ale spokojnie.

Mam teorię.

Może trochę szaloną, ale sprawdzimy.

Szybki kontakt z klientem:

„Mam pewną teorię. Mogę się mylić, więc jeżeli chce Pan, możemy zaryzykować dodatkowe koszty i sprawdzić ten trop.”

Klient się zgodził.

No to działamy. 💪

Pamiętacie, że uszkodzony układ ładowania USB-C TPS65993 miał linie komunikacyjne biegnące między innymi do EC?

Być może brak tego układu powoduje, że EC cały czas cyklicznie odcina zasilanie, a dokładniej – wyłącza sygnał ENABLE przetwornicy 3,3 V.

W dużym uproszczeniu KBC może pytać:

„TPS65993, żyjesz?”

A TPS65993 odpowiada…

cisza.

Bo go przecież nie ma. 😂

To była moja teoria.

Zamówiłem nowy TPS65993. Jest to układ lutowany w technologii BGA, więc jak zwykle nie ma gwarancji, że po wymianie wszystko zadziała.

Na szczęście polutował się za pierwszym razem. 🔥

Podłączamy zasilanie.

Próba uruchomienia…

UWAGA! DZIAŁA! 😍🔥

Bardzo się cieszę, bo przede wszystkim klient zyskał sprawny komputer, a ja dostałem kolejną porcję doświadczenia.

I właśnie dlatego czasami pytam Was, czy chcecie delikatnie dołożyć do dalszej diagnostyki.

Teraz już widzicie, co mam wtedy w głowie. 😉

Nie zawsze wiem, który element jest uszkodzony. Czasami trzeba postawić hipotezę, sprawdzić ją i – jeśli trzeba – zaryzykować kolejną naprawę.

Komputery są bardzo skomplikowane i jest w nich mnóstwo zależności.

Tutaj wiemy już na przyszłość, że w tym przypadku brak układu USB-C powodował, że laptop nie chciał wystartować.

I właśnie tak buduje się doświadczenie.

Przypadek po przypadku.

Nie ma magicznej książki, która wyjaśni każdy, nawet najmniejszy problem. Czasami trzeba po prostu mierzyć, analizować, kombinować i próbować. 😉

Trzymajcie się! 👋

ALTO – pracownia elektroniki 🔧

05/10/2026
Witajcie Kochani! 👋Wiem, że dawno nie było posta, ale potwierdzam… żyję! 😂Ostro działam, żeby jak najwięcej tematów poko...
28/09/2026

Witajcie Kochani! 👋

Wiem, że dawno nie było posta, ale potwierdzam… żyję! 😂

Ostro działam, żeby jak najwięcej tematów pokończyć przed urlopem. Muszę przyznać, że odzew na informację o zbliżającym się urlopie zadziałał — przyjęć było zdecydowanie mniej. Dziękuję Wam za to! ❤️

A co z Wami podczas mojego urlopu?

Spokojnie. Nie zostawię Was z niczym. 😉

Przygotuję, a właściwie zaplanuję, serię postów, które będą publikowały się automatycznie co kilka dni podczas mojej nieobecności.

Będzie tego cała masa, obiecuję!
Będzie co czytać, a historie będą naprawdę wciągające. 😎

A co ja będę robił?

To, co każdy P***k na urlopie… REMONT! 😂🔨

Dobra. A teraz do rzeczy.

Dzisiaj ciekawy temat — sterownik pieca.

Marka jest tutaj nieistotna. To, co dokładnie sterownik robi, również jest nieistotne. 😁

Po prostu…

Nie działa.

Wykonałem podstawowe pomiary.

Na wejściu mamy 230 V AC. Napięcie dochodzi do mostka prostowniczego, a za mostkiem otrzymujemy około 315 V DC.

Czyli pierwsza część układu działa.

Ale przetwornica nie pracuje.

No to co, drodzy Czytelnicy, robimy teraz?

Antek… tak, Ty siedzący na końcu… co robimy? 😂

Dobra odpowiedź!

Sprawdzamy napięcie VCC układu przetwornicy.

Zazwyczaj będzie to okolica 10–20 V, zależnie od zastosowanego układu i jego konstrukcji.

Tylko że…

Nie mamy tam żadnego napięcia.

Czyli przetwornica nie ma nawet warunków, żeby wystartować.

I tutaj pewnie ktoś z Was zapyta:

„A co właściwie ładuje ten mały kondensator?”

Świetne pytanie. 😉

Idziemy więc od nitki do kłębka.

W różnych konstrukcjach rozwiązanie może wyglądać inaczej. W jednych układach kondensator VCC jest ładowany przez rezystory startowe, a po uruchomieniu przetwornicy napięcie podtrzymywane jest przez uzwojenie pomocnicze transformatora impulsowego.

Ale tutaj mamy inne rozwiązanie.

Za ładowanie kondensatora odpowiada sam układ przetwornicy — ta przysłowiowa „stonoga” na płytce.

Ale z czego go ładuje?

No właśnie.

Z tych 315 V DC, które otrzymaliśmy z sieci 230 V AC po wyprostowaniu.

Skoro więc przetwornica sama pobiera z tego napięcia zasilanie startowe, sprawdźmy, czy w ogóle ma dostęp do tych 315 V.

I tutaj oczywiście UWAGA!

Pracujemy na napięciu sieciowym i po wyprostowaniu mamy ponad 300 V DC.

Z prądem elektrycznym nie ma żartów.

Zawsze będę to powtarzał: jeżeli nie wiesz, co robisz, nie rób tego. Tutaj naprawdę nie ma miejsca na eksperymenty. Można stracić zdrowie albo życie.

Wracamy do pomiarów.

Okazuje się, że…

przetwornica nie ma zasilania.

No dobrze. A dlaczego?

Idziemy więc po ścieżkach.

Ścieżka prowadzi do uzwojenia pierwotnego transformatora impulsowego, a następnie do kondensatora, na którym mamy nasze około 315 V.

I nagle wszystko staje się jasne.

Mamy obwód otwarty.

Prąd nie może popłynąć z kondensatora do układu przetwornicy przez uzwojenie transformatora.

Sprawdzamy transformator.

Wylutowujemy go z płytki i zaglądamy do środka.

Uzwojenie transformatora to po prostu bardzo cienki drut miedziany nawinięty na rdzeń.

Wrzućmy go pod mikroskop…

I mamy winowajcę.

😮

Drucik jest urwany praktycznie przy samym wyprowadzeniu z transformatora.

Zobaczycie to na zdjęciu.

To jest naprawdę ułamek milimetra.

Gołym okiem praktycznie nie do wyłapania.

Naprawiamy uzwojenie. Tym razem zostawiamy odrobinę więcej luzu, żeby drut nie pracował bezpośrednio na wyprowadzeniu i ponownie się nie urwał.

Transformator wraca na swoje miejsce.

Skręcamy wszystko…

I test.

Działa. 😎

Sukces! 🔥

I właśnie dlatego tak bardzo lubię elektronikę.

Czasami człowiek patrzy na płytę, na której jest kilkadziesiąt elementów, kilka układów scalonych i cała masa połączeń…

A przyczyną całkowitego braku działania jest jeden cieniutki, urwany drucik.

Nie wymieniamy połowy elektroniki.

Nie strzelamy na ślepo.

Łapiemy punkt zaczepienia i lecimy do celu. 🎯

Dziękuję, że jesteście! ❤️

Trzymajcie się i zabieram się za kolejne naprawy oraz kolejne tajemnice ukryte w obwodach elektronicznych.

A jeśli nie zdążę naprawić któregoś sprzętu przed urlopem, będę kontaktował się z Wami indywidualnie.

Do następnego! 👋🔧

Witajcie Kochani! 👋Przypominam — zostało około 2 tygodni do urlopu. Jeżeli macie jakieś grube tematy, to oczywiście może...
16/09/2026

Witajcie Kochani! 👋

Przypominam — zostało około 2 tygodni do urlopu. Jeżeli macie jakieś grube tematy, to oczywiście możecie je przynieść, ale uczciwie uprzedzam — mogę się nie wyrobić przed urlopem. 😉

Ostatnio sporo osób dopytuje mnie również o naprawy sprzętu AGD i elektronarzędzi.

Słuchajcie — ja się takich sprzętów nie podejmuję. Warsztat mam przystosowany do bardzo precyzyjnych napraw elektroniki. Nawet nie bardzo wiedziałbym, jak trzymać w dłoni młotek i przecinak. 😂

Zaraz zrobiłbym krzywdę sobie albo sprzętowi. 😉

Dobra, koniec pitu-pitu.

Lecimy z naprawą!

Co dzisiaj?

Skoro worek audio się ostatnio zaczął, to dlaczego nie kontynuować tematu?

Tym bardziej że dzisiejsza naprawa będzie wymagała czegoś, co w Alto lubimy — precyzji i pracy z bardzo małym elementem.

Ale nie uprzedzajmy faktów.

Niech historia sama nas doprowadzi do tego momentu.

Lecimy!

Na stół serwisowy trafił amplituner — klasyk Yamahy, model R-840.

Mam słabość do tej marki. Lubię Yamahę, sam używam sprzętu tej firmy, więc zawsze miło widzieć coś z tym logo na stole. 😉

Objaw?

Sprzęt się nie uruchamia.

Klient poinformował, że problem pojawił się po przepięciu.

Jak wiecie, nigdy nie bagatelizuję informacji od właściciela. Wielokrotnie zdarzały się przypadki, że klient — mimo że nie zajmuje się elektroniką — bardzo trafnie wskazywał moment powstania usterki.

Podłączamy amplituner do sieci.

Miga zielona dioda.

Co to oznacza?

Sprzęt mówi nam mniej więcej:

„Mam poważny problem i nie pozwolę się uruchomić, żeby nie doszło do większej awarii”.

Czyli zabezpieczenie działa.

Rozkręćmy obudowę.

Sprawdźmy, czy brakuje którejś gałęzi zasilania.

Kilka pomiarów później…

Zasilania są prawidłowe.

Czyli w tym przypadku klient nie miał racji — przepięcie mogło być podejrzane, ale bezpośredniej usterki w zasilaniu nie znajdujemy.

No dobrze.

Skoro podstawowe napięcia są prawidłowe, musimy przeprowadzić pełną diagnostykę.

Na szczęście Yamaha udostępnia schematy.

Niech inne marki się uczą. 😉

Uzbrojeni w „mapę” topograficzną sprzętu możemy wejść do tej elektronicznej dżungli.

Potrzebujemy tylko jakiegoś punktu zaczepienia.

Na pierwszy rzut oka:

Nic nie jest spalone.

Nic nie śmierdzi.

Nic nie jest okopcone.

Czyli klasyczne:

„No i szukaj sobie człowieku”. 😂

Po przestudiowaniu dokumentacji i schematów znalazłem kombinację klawiszy, która pozwala wejść w tryb diagnostyczny i zapytać amplituner, dlaczego się zabezpieczył.

Sprzęt odpowiedział nam:

„DC: 0992”

Zapytacie:

„Do licha, o co chodzi?”

Wbrew pozorom taki komunikat mówi nam bardzo dużo.

Mikrokontroler w tym sprzęcie posiada przetwornik analogowo-cyfrowy, czyli ADC.

W ogromnym skrócie — przetwornik ten zamienia analogową wartość napięcia na wartość cyfrową.

Dla przykładu, jeżeli napięcie odniesienia wynosi 3,3 V, to:

0 V → ADC = 0

3,3 V → ADC = 1023

Czyli zamiast patrzeć na napięcie bezpośrednio, mikrokontroler może operować na liczbach.

W tym przypadku amplituner informuje nas, że w części wzmacniacza wykrył nieprawidłową wartość napięcia DC.

Wartość graniczna dla prawidłowej pracy jest określona w układzie zabezpieczenia.

OK.

Wiemy już sporo.

Ale nadal nie wiemy:

Gdzie dokładnie pojawiło się to napięcie i co było jego przyczyną?

Idziemy więc na komputer.

Otwieramy schematy.

I tutaj dla kogoś, kto właśnie wejdzie do serwisu, sytuacja może wyglądać dość zabawnie.

Widzi mnie przy komputerze i pewnie myśli:

„Ten gość nic nie robi”. 😂

A w rzeczywistości trwa właśnie ostra analiza.

Co znalazłem?

Wchodzimy w obwód BIAS, czyli układ polaryzacji stopnia końcowego.

Wzmacniacz ma tranzystory, które muszą pracować w odpowiednio ustalonym punkcie pracy.

Za ustalenie tego punktu odpowiada cały układ zależnych od siebie elementów.

Na schemacie znalazłem kilka rezystorów i tranzystorów, które mogły mieć związek z problemem.

Mam plan.

Co mogło pójść nie tak?

🔧 Zimny lut.

🔧 Uszkodzony tranzystor.

🔧 Uszkodzony rezystor.

🔧 Element, który z czasem zmienił swoje parametry albo po prostu się otworzył.

Żeby dobrać się do płytki wzmacniacza, trzeba jednak rozłożyć praktycznie cały amplituner.

Dosłownie cały.

Masa śrub, przewodów, taśm i różnych elementów konstrukcyjnych.

Na każdym etapie robię zdjęcia, żeby później wiedzieć, gdzie co było.

Bo przy składaniu będzie trochę elektronicznego origami. 😉

Ale nie mamy wyjścia.

Samo się nie naprawi i samo się nie rozkręci. 😂

W końcu mam płytę wzmacniacza z radiatorem na stole.

Czas na pomiary.

Moje wytypowane rezystory są typu SMD, czyli lutowane powierzchniowo.

I tutaj uwaga.

Mamy obudowę 0603.

Co oznacza ta liczba?

Wymiary elementu:

📏 około 1,6 mm długości

📏 około 0,8 mm szerokości

Czyli naprawdę mały rezystor.

Oglądam.

Jest bardzo mały.

Ale nie wygląda na uszkodzony.

Ciekawe, co powie miernik…

Przykładam sondy.

Mierzę kolejne elementy.

I…

MAMY GO! 😎

R622 — 68 kΩ — całkowicie otwarty.

Pięknie!

I tutaj warto zatrzymać się na chwilę przy schemacie.

R622 jest podłączony bezpośrednio do bazy tranzystora Q510 i ustala prąd bazy tego tranzystora.

Q510 jest elementem układu BIAS, czyli układu odpowiedzialnego za prawidłową polaryzację stopnia końcowego i ustawienie jego punktu pracy.

Co się więc dzieje, kiedy R622 o wartości 68 kΩ staje się całkowitą przerwą?

Q510 traci prawidłowy prąd bazy, a układ BIAS przestaje pracować tak, jak powinien.

W efekcie końcówka mocy nie ma prawidłowo ustawionego punktu pracy, a układ zabezpieczenia amplitunera wykrywa nieprawidłowy stan i blokuje uruchomienie.

I właśnie dlatego rezystor o wymiarach zaledwie 1,6 × 0,8 mm potrafił zablokować cały amplituner.

Wymieniamy rezystor.

Składamy amplituner.

I czas na najważniejszy moment.

TEST! 🔥

Uruchamiamy sprzęt.

Amplituner startuje.

Sprawdzamy wszystkie funkcje.

Testujemy wzmacniacz.

I…

Sprzęt w pełni działa! 🎉

Sukces.

Czy mamy tutaj do czynienia z wadą konstrukcyjną?

Tego nie będę stwierdzał kategorycznie.

Ale po przeanalizowaniu schematu zwróciłem uwagę na jedną rzecz.

W układzie występuje kilka podobnych rezystorów 68 kΩ, między innymi R552, R553, R622 i R623.

Są to bardzo małe elementy w obudowie 0603.

Czy jest to przypadek?

Czy sposób pracy tego układu i warunki, w jakich pracują te elementy, mogą mieć wpływ na ich trwałość?

Tego nie wiem.

I właśnie tutaj kończy się diagnoza konkretnej usterki, a zaczyna doświadczenie serwisowe.

Bo dzisiaj wiemy już jedno:

Jeżeli Yamaha R-840 kiedyś pojawi się na stole z podobnym objawem, mamy kolejny bardzo konkretny punkt zaczepienia.

I właśnie tak zdobywa się doświadczenie.

Nie przez wymianę połowy płyty na ślepo.

Nie przez „strzelanie” elementami.

Tylko przez:

objaw → pomiary → dokumentacja → analiza → hipoteza → pomiar → potwierdzenie.

A czasami cała ta łamigłówka kończy się na rezystorze, który jest mniejszy niż paznokieć. 😂

Trzymajcie się ciepło!

Do następnego! 👋

Alto — serwis elektroniki.

Witajcie Kochani 👋Przypominam, że za niecały miesiąc będzie zasłużony, 2-tygodniowy urlop 🏖️ Dlatego bardzo mocno skompl...
11/09/2026

Witajcie Kochani 👋

Przypominam, że za niecały miesiąc będzie zasłużony, 2-tygodniowy urlop 🏖️ Dlatego bardzo mocno skomplikowanych tematów na ten moment nie chcę już przyjmować. Mogę się po prostu nie wyrobić, a po co sprzęt ma później leżeć na półce.

Raczej jestem już na etapie schodzenia z tego, co mamy. ;)

Dobra, tyle ogłoszeń. Lecimy z tematem! 😎

Dzisiaj ciąg dalszy sprzętów audio.

Na stół trafia subwoofer Tannoy TS8. Jest to naprawdę bardzo dobry sprzęt — świetnie wykonany, solidny i co ważne, zaprojektowany z myślą o serwisowaniu.

Jaki mamy problem?

Sprzęt się włącza, ale... nie gra. Tak po prostu. Cisza. 🤔

Ciekawe.

Schematów do TS8 niestety nie ma dostępnych. Znalazłem jedynie dokumentację do modelu TS10 i to tylko dotyczącą zasilacza. Czyli tym razem idziemy trochę po omacku. Może nie być łatwo.

Podejmujemy rękawicę. 💪

Już na samym początku mamy problem. Po odkręceniu wszystkich śrub obudowa wcale nie chce się otworzyć.

I pamiętajcie — żadnego podważania śrubokrętem! 😉

Na takie sytuacje mam tajną broń...

Przyssawki. 😂

Po kilku podejściach sprzęt w końcu się poddał.

A w środku? Konstrukcja naprawdę świetna. Do serwisowania wręcz idealna. Praktycznie wszystko mamy na wierzchu, bez konieczności rozbierania połowy urządzenia, żeby dostać się do konkretnego elementu.

Oglądam elektronikę i... nic ciekawego.

No dobrze. Musimy od czegoś zacząć. Trzeba złapać jakiś punkt zaczepienia.

To jest właśnie ten moment, kiedy trzeba usiąść i pomyśleć.

Schematów nie mamy...

Dobra. Z półki ściągamy słynny „szukacz sygnałów audio”. 😁

To samoróbka, którą kiedyś zrobiłem i która okazała się jednym z najbardziej przydatnych przyrządów w warsztacie. Szczerze mówiąc, na rynku nie spotkałem podobnego, prostego urządzenia, które robiłoby dokładnie to, czego potrzebuję.

A co potrafi?

Pozwala nam na każdym etapie śledzić sygnał audio w praktycznie dowolnym miejscu toru.

No to sprawdzamy.

Sygnał na wejściu?

Jest. ✅

Czy wychodzi z płytki przedwzmacniacza?

Wychodzi. ✅

O, to już nam dużo mówi.

Z tej płytki sygnał przewodem biegnie do płytki wzmacniacza. A skąd wiem, którym przewodem?

Na szczęście większość producentów robi opisy na płytkach. 😉

Dobrze, czyli szukamy problemu na płycie wzmacniacza.

Ale zaraz...

A może tranzystory w stopniu końcowym nie mają zasilania?

Sprawdzam zasilacz.

Zasilanie jest. Wszystko wygląda poprawnie.

Wracamy więc do diagnostyki.

W tym momencie schemat byłby idealny. Skoro go nie mamy, musimy śledzić, jak biegną ścieżki od gniazda i przez jakie elementy przechodzi sygnał.

I nie muszę chyba tłumaczyć, że jest to bardzo mozolna robota.

Właśnie w takich momentach wiele sprzętów kończy jako „nie do naprawy”. Ścieżka potrafi przejść przez przelotkę do wewnętrznej warstwy płytki i wyjść w zupełnie innym miejscu.

Jak kret. 😂

Na szczęście tutaj wygląda na to, że mamy tylko dwie warstwy i żadnych ukrytych połączeń.

I nagle robi się ciekawie...

Sygnał audio wchodzi do kondensatora, a za nim już praktycznie go nie słychać.

Hmmmm... 👀

Kondensator jest elementem sprzęgającym tor audio — oddziela składową stałą i przepuszcza sygnał zmienny.

Trzeba go wylutować.

Lecimy na tester LCR.

I mamy naszego winowajcę. 🎯

Pojemność, ESR oraz współczynnik strat są kompletnie poza normą. Kondensator jest po prostu trupem.

Na tej płytce znalazłem jeszcze dwa kondensatory tego samego typu i tej samej marki.

Sprawdzamy.

I co?

Wszystkie trzy są wrakami.

Postanowiłem więc nie kombinować i zamówić markowe, wysokiej jakości kondensatory firmy Nichicon. Producent określa tę serię jako przeznaczoną do zastosowań audio, więc do Tannoya będą jak znalazł. 😉

Czy mamy jeszcze jakieś usterki?

Tego jeszcze nie wiemy.

Najpierw musimy doprowadzić do porządku tor audio i dopiero wtedy będziemy mogli sprawdzić resztę.

Nowe kondensatory wlutowane.

Czas na próbę.

Oczywiście uruchamiamy sprzęt przez żarówkę podłączoną szeregowo. Zawsze tak robimy przy pierwszym uruchomieniu po naprawie.

W razie zwarcia żarówka ograniczy prąd i może uratować sprzęt przed kolejnym uszkodzeniem.

Nawet podczas najlepszego lutowania może powstać mikroskopijna kuleczka cyny, która postanowi zrobić sobie zwarcie dokładnie tam, gdzie absolutnie nie powinna. 😅

Trzeba mieć świadomość, że takie rzeczy się zdarzają.

Dobra...

Włączamy do sieci.

Nie wybuchło. 😁

Podajemy sygnał audio...

I...

DZIAŁA! 🔊🔥

Sukces. Sprzęt uratowany. ❤️

Jak widzicie, droga od objawu do naprawy potrafi być całkiem kręta. Szczególnie kiedy nie mamy schematu i trzeba samemu odtworzyć kawałek toru sygnałowego.

Ale właśnie na tym polega dobra diagnostyka — trzeba od początku mieć jakiś pomysł, znaleźć punkt zaczepienia i krok po kroku zawężać obszar poszukiwań.

Czasami winowajcą okazuje się element za kilka złotych.

Tylko najpierw trzeba wiedzieć, gdzie go szukać. 😉

Trzymajcie się ciepło! 👋

Witajcie Kochani!Widziałem, jak spodobał się Wam ostatni post ze sprzętem audio, więc dzisiaj podobny temat.Na warsztaci...
07/09/2026

Witajcie Kochani!

Widziałem, jak spodobał się Wam ostatni post ze sprzętem audio, więc dzisiaj podobny temat.

Na warsztacie Pioneer SA-708.

Myślę, że tego klasyka nie trzeba przedstawiać. Klient dostarczył go bez nakładek na gałki, ponieważ we własnym zakresie będzie go później odrestaurowywał wizualnie.

Ja dostałem jedno zadanie – brak prawego kanału.

Musimy przywrócić mu sprawność.

Schematy oczywiście mamy dostępne, ale na tym etapie nie będziemy z nich korzystać. To typowy starszy wzmacniacz, bardzo przyjemny w naprawie. Może teraz zabrzmię jak stary dziad, ale powiem…

„Dzisiaj takich nie robią”. ;D

Przy braku jednego kanału może być milion przyczyn. W takich konstrukcjach bardzo ważną rolę pełnią przełączniki, ponieważ przez ich styki fizycznie płynie sygnał audio.

W nowszych konstrukcjach często wygląda to inaczej. Sygnał audio porusza się po płycie głównej, a przełącznik przekazuje elektronice informację, co ma zrobić z sygnałem.

Tutaj jest inaczej.

W naszym sprzęcie sygnał audio porusza się fizycznie po przełącznikach jak pociąg po torach, a przełączniki są niczym zwrotnice. 🚂

Osobiście podejrzewam, że jedna z tych zwrotnic niedomaga.

Ale sprawdźmy, czy mam rację.

Do sprzętu podajemy sygnał audio i włączamy mój „szukacz sygnałów audio” – czarne pudełko widoczne na zdjęciu.

Od jakiego punktu zaczynamy?

Od potencjometru głośności.

Sprawdzamy… i mamy ciszę na jednym kanale.

OK. Cofamy się.

Przełącznik MUTING.

Sprawdzamy – tutaj również nie mamy kanału.

Cofamy się dalej po przewodach.

Co mamy dalej?

Przełącznik TAPE MONITOR.

Sprawdzamy jego wyjście – na jednym kanale nadal nie ma sygnału.

Ale…

Sprawdzamy wejście przełącznika i tutaj sygnał jest już prawidłowy.

Bingo!

Sygnał audio ginie nam właśnie na przełączniku TAPE MONITOR.

I jak widzicie, do takiej diagnozy wcale nie potrzebujemy oscyloskopu. Wystarczy prosty „szukacz sygnałów audio”.

Szczerze mówiąc, bez tej zabawki byłoby znacznie trudniej szybko znaleźć miejsce, w którym sygnał znika.

Dobrze.

Musimy wymienić przełącznik.

Aha…

Zapomniałem. Nie ma części do tego modelu. 😅

No to trzeba go zreanimować.

Tutaj zaczyna się trochę pracy w stylu saperów. Nie możemy się pomylić i nie możemy uszkodzić przełącznika, bo jeśli go zniszczymy, będziemy musieli dopiero szukać czegoś w jego miejsce.

A tego byśmy zdecydowanie nie chcieli.

Po pierwsze – nie szkodzić.

Klient został poinformowany o ryzyku związanym z wylutowaniem i rozebraniem przełącznika. Mamy zielone światło.

Zabieramy się do pracy.

Na początku musimy wylutować wielopinowy przełącznik. Tutaj trzeba ekstremalnie uważać, ponieważ mamy do czynienia z laminatem starego typu. Przy nieumiejętnym wylutowywaniu bardzo łatwo można uszkodzić ścieżki albo sam laminat.

Tutaj się nie spieszymy.

Nic nie wyrywamy.

OK.

Przełącznik jest już ładnie wylutowany. Wyszło idealnie.

Teraz musimy go otworzyć. Trzeba odgiąć kilka blaszek, ale robimy to ostrożnie, żeby ich nie uszkodzić.

Po rozebraniu przełącznika widzimy przyczynę niedziałania.

Styki są mocno utlenione.

Ten czarny osad, który widzicie, nie jest nadpaleniem. Przez styki przełącznika nie płynie przecież duży prąd. To efekt utleniania materiału, z którego wykonane są styki.

Ja widzę to tak…

Wrzucamy styki do Argentum – preparatu do czyszczenia srebra, złota, miedzi i ich stopów.

Kilka minut kąpieli i wyciągamy.

Efekt?

Oszałamiający. Zobaczcie sami na zdjęciach.

Składamy wszystko do kupy.

Ja dodatkowo delikatnie zabezpieczam styki preparatem Kontakt PR. Chodzi o to, żeby chociaż w pewnym stopniu ograniczyć dostęp powietrza do powierzchni metalowych.

Każdy ma swoje sposoby – ja trzymam się tego rozwiązania.

I tutaj ważna rzecz.

Samo przedmuchanie powietrzem i psiknięcie preparatem do styków nie usunie takiego utlenienia.

Jeżeli styki są mocno zabrudzone lub utlenione, bez ich rozebrania i dokładnego oczyszczenia często po prostu się nie obejdzie.

Składamy całość, a następnie przełącznik wraca na swoje miejsce.

Lutujemy.

I teraz najważniejszy moment.

Po takiej ingerencji musimy sprawdzić, czy sprzęt wystartuje.

Na pierwszy test zasilamy go przez żarówkę w szeregu. Pamiętajmy, że była to dość poważna ingerencja w urządzenie i zawsze istnieje ryzyko, że coś pójdzie nie tak.

TEST…

…

DZIAŁA IDEALNIE! 😎

Praca wykonana bardzo dobrze!

Kolejny sprzęt uratowany.

Trzymajcie się ciepło!

A dzisiaj mam zaplanowane jeszcze cztery sprzęty do naprawy, więc…

ufff… będzie pracowity dzień. 😅

Witajcie Kochani!Dzisiaj mamy sprzęt audio. Wiem, że niektórzy na to czekali. 😉Kolumna aktywna firmy Novox, model Mixtou...
03/09/2026

Witajcie Kochani!

Dzisiaj mamy sprzęt audio. Wiem, że niektórzy na to czekali. 😉

Kolumna aktywna firmy Novox, model Mixtour, z powermikserem, czyli mikserem ze wzmacniaczem.

Tutaj mamy bardzo ciekawą konstrukcję, godną pochwały. Sam powermikser nie jest zamknięty we wspólnej obudowie z głośnikiem, a jest wsuwany w specjalną wnękę. Dzięki temu elektronika nie jest bezpośrednio narażona na drgania akustyczne generowane przez głośnik.

Według producenta sprzęt może wycisnąć z siebie 200 W na kanał, a to już gra. 😎

Zapytacie: jak w takim razie połączyć wzmacniacz z kolumną?

Do tego celu służy przewód zakończony dużym jackiem.

No dobrze, ale jaki mamy problem w tym sprzęcie?

Nie działają obie końcówki mocy.

Czyli grubo. To w końcu serce sprzętu, jak tłoki w silniku. 😉

Czy mamy schematy?

No niestety nie.

Tutaj czeka nas robota na piechotę. Albo szybko znajdziemy usterkę, albo będziemy błądzić godzinami... Takie realia.

Na początek pomiary.

Mamy ciekawy wynik na wyjściu wzmacniacza — 38 V napięcia stałego!

Grubo!

Dla niewtajemniczonych: na wyjściu wzmacniacza powinno być praktycznie 0 V DC. 38 V oznacza poważną usterkę i obecność niebezpiecznie dużej składowej stałej na wyjściu.

Na drugim kanale takich cudów już nie ma, ale ten kanał również nie działa.

Podsumujmy:

dwa kanały — L i P — na wyjściu nie działają, z czego na jednym mamy aż 38 V składowej stałej.

Nieźle kiepsko. 😅

Otwieramy budę.

Na pierwszy rzut oka nie ma żadnych śladów zniszczeń.

Sprawdzamy tranzystory w końcówce mocy — przebicie.

OK, sprawdzamy drobnicę.

Rezystory emiterowe — OK.

Ale już diody Schottky'ego uszkodzone.

Zabieramy się za wymianę.

Ciekawe, czy uda się naprawić...

Zawsze jest to ziarnko niepewności, lekki stres oraz ekscytacja. Ciekawe uczucie. 😉

Włączamy!

Kanał prawy naprawiony! Działa! SUPER!

Kanał lewy nadal nie działa. Tylko teraz jakieś pukanie...

Tego wcześniej nie było.

Mamy dodatkową usterkę.

No to znowu rozkręcamy.

Jest taki przesąd w serwisowaniu, że nie wolno przykręcać wszystkich śrub podczas pierwszego testu, bo jak się to zrobi, to sprzęt nie będzie działał. 😂

O dziwo, ten przesąd jest nad wyraz prawdziwy. ;D

Ale chyba każdy zawód ma swoje przesądy. 😉

Zaglądamy z miernikiem na płytę.

No tak...

Przeoczyłem jeden spalony element.

Kolejna dioda — przebita.

Wymieniamy na taką samą.

Testujemy...

Uwaga...

DZIAŁA! 🎉

No to mamy dobrą serię!

Tego dnia kilka sprzętów zostało już naprawionych. Czasami robota idzie jak po grudzie, a dzisiaj — dobra passa.

I oby trwała jak najdłużej. 😉

Trzymajcie się ciepło i miłego dnia dla Was! 🔧🔊

Witajcie Kochani!Informacyjnie — za miesiąc zaczynam urlop. Im bliżej terminu, pojawi się jeszcze druga informacja organ...
31/08/2026

Witajcie Kochani!

Informacyjnie — za miesiąc zaczynam urlop. Im bliżej terminu, pojawi się jeszcze druga informacja organizacyjna.

Drobniejsze tematy będą oczywiście przyjmowane, natomiast z większymi naprawami wrócimy dopiero po urlopie. Nie chcę przyjmować sprzętu tylko po to, żeby później leżał i kurzył się na regale. 😉

Dzisiaj na warsztat trafił sterownik kotła.

W takich urządzeniach w zasadzie nie ma się co zepsuć… poza przekaźnikami. 😄

Co ciekawe, użytkownicy tych sprzętów zazwyczaj są bardzo dobrze poinformowani. Potrafią wskazać, że słychać charakterystyczne „klik” przekaźnika, ale nie załącza się na przykład wentylator. Powiem więcej — często potrafią nawet wskazać, który konkretnie przekaźnik za to odpowiada. I wtedy nawet nie muszę śledzić ścieżek na płycie głównej.

W takich przypadkach moja rola sprowadza się do tego, co lubię najbardziej — przyjemnego lutowania. 😉

Tutaj wymiana przekaźnika oraz naprawa wyrwanego gniazda czujnika.

Czysta, konkretna i przyjemna praca.

Trzymajcie się ciepło!
Do następnego posta 👋

Witajcie.To już trzeci post w tym tygodniu i właśnie taki rytm chcemy utrzymać.Wracamy do regularnych publikacji i eduka...
28/08/2026

Witajcie.

To już trzeci post w tym tygodniu i właśnie taki rytm chcemy utrzymać.

Wracamy do regularnych publikacji i edukacji, bo przez ostatni czas serwis był mocno zasypany naprawami i współpracą z innymi firmami. Zwyczajnie brakowało czasu na publikowanie postów i pokazywanie Wam tego, co dzieje się na warsztacie.

Teraz trochę zwalniamy. Mniej gonitwy, trochę mniej sprzętów i więcej czasu na to, co zawsze było dla mnie ważne — pokazywanie elektroniki od kuchni.

Tym razem do naprawy trafia telewizor.

Ktoś zapyta: czy warto go naprawiać?

Bez rozkręcenia sprzętu się nie przekonamy.

Objaw? Nie działa.

Ściągamy obudowę i robimy pomiary.

Multimetr szybko pokazuje nam, że mamy problem. Zwarcie po stronie wtórnej zasilacza impulsowego.

Czyli teraz trzeba ustalić, co dokładnie powoduje zwarcie.

Ja już chyba wiem...

Sprawdźmy.

Miałem rację.

Przebita dioda prostownicza po stronie wtórnej zasilacza.

Montujemy element o takich samych parametrach i możemy przejść do testów.

A jak w ogóle dochodzi do uszkodzenia takiej diody?

Mało kto o tym myśli, ale elementy elektroniczne również się starzeją. I nie muszą mieć żadnych części ruchomych, żeby po wielu latach pracy ulec awarii.

Oczywiście samo zwarcie nie mówi nam dokładnie, co było przyczyną uszkodzenia. Dioda mogła zostać przeciążona, przegrzana albo po prostu po latach pracy uległa awarii.

Najważniejsze, że po wymianie możemy zrobić test.

Uruchamiamy...

Działa!

Świetna wiadomość dla klienta.

Telewizor naprawiony i w tym przypadku praktycznie po kosztach samej diagnozy.

I właśnie dlatego czasami warto najpierw zapytać, ile będzie kosztowała diagnoza, zamiast od razu zakładać, że naprawa starego sprzętu nie ma sensu.

Trzymajcie się! 🔧

Adres

Ulica Kossaka 110, Biuro 1. 09
Piła
64-920

Godziny otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 15:30
Wtorek 08:00 - 15:30
Środa 08:00 - 15:30
Czwartek 08:00 - 15:30
Piątek 08:00 - 15:30

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy ALTO Serwis elektroniki Jarosław Łubniewicz opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij