MZ Serwis

MZ Serwis Blog z warsztatu elektroniki wszelakiej, prowadzony przez elektronika hobbystę. Rozgość się :)

📀🔈 W dzisiejszym poście przyjrzymy się tematyce sprzętu audio. Omówimy dwa urządzenia, czyli widoczne na zdjęciach ampli...
11/09/2024

📀🔈 W dzisiejszym poście przyjrzymy się tematyce sprzętu audio. Omówimy dwa urządzenia, czyli widoczne na zdjęciach amplituner i gramofon które do MZ Serwisu trafiły z różnymi usterkami, a finalnie podczas testu idealnie się dopełniły 😎
➡️ Amplitunerem określa się wzmacniacz audio mający w sobie także tuner pozwalający odbierać stacje radiowe. Producentem tego konkretnego jest firma NAD Electronics której korzenie pochodzą z Wielkiej Brytanii, jednak na omawianym przez nas urządzeniu producent nie omieszkał dodać, że zostało ono wyprodukowane w Chinach.
➡️ Jego głównym problemem był losowy brak dźwięku na niektórych kanałach, zarówno w trybie stereo jak i w dostępnych dwóch trybach dźwięku przestrzennego. Tryby surround pozwalają na modyfikację dźwięku stereo w taki sposób, aby zasymulować dźwięk przestrzenny i zasilić nim wszystkie pięć wyjść głośnikowych które sprzęt posiada, chociaż aktualnie właśnie tak nie do końca 🙃
➡️ Okazało się, że nasz amplituner męczy przypadłość którą już na profilu wielokrotnie omawiałem - zimne luty. Cyna bezołowiowa po latach zaczęła się utleniać, co powodowało brak kontaktu w wielu różnych miejscach. Wystarczyło delikatnie przesunąć sprzęt lub stuknąć w niego i dźwięk potrafił się pojawiać - choćby na chwilę, ale było to wystarczającym sygnałem żeby przyjrzeć się właśnie punktom lutowniczym.
➡️ Konstrukcja amplitunera niestety nie sprzyjała serwisowaniu, ale trzeba to producentowi wybaczyć, bo jakoś trzeba było zmieścić dużą ilość elektroniki w takiej obudowie (chociaż na klapę rewizyjną od spodu bym się nie obraził 🤪). Wykręcenie płytek generatora dźwięku surround oraz zacisków głośnikowych odkryło dużą ilość niepewnych połączeń, które definitywnie mogły powodować problemy w odtwarzaniu dźwięku. Lutownica w dłoń, odsysacz do cyny, szpulka ołowiowej i lecimy 😎
➡️ Niestety okazało się że to nie koniec zabawy, bo problemy z dźwiękiem dalej się pojawiały. Co prawda przestały szwankować kanały surround co dało już jakiś progres, ale prawy przedni kanał wciąż grał... lub nie 🙈 W związku z tym konieczne było przyjrzenie się płytkom które odwalają tutaj największą robotę, czyli końcówkom mocy 🎼
➡️ Ich demontaż okazał się największym wyzwaniem ze względu na pochowane śrubki, dużą ilość taśm i przewodów łączących je z resztą urządzenia, w czym również "hakerskie" przeróbki wykonane prawdopodobnie przez producenta w późniejszej fazie produkcji. Pikanterii dodawał fakt, że aby dostać się do punktów lutowniczych, konieczne było odlutowanie wszystkich elementów przykręconych do aluminiowego radiatora.
➡️ Kiedy punkty lutownicze płytek końcówek mocy ujrzały światło dzienne, odkryte zostały kolejne miejsca które mogły powodować przerywanie dźwięku w prawym kanale, a także takie mogące powodować inne potencjalne problemy w przyszłości. Wszystko co było podejrzane zostało ponownie przelutowane, po czym końcówki mocy ponownie zostały zespolone z radiatorem chłodzącym, przykręcone na swoje miejsce i połączone z resztą urządzenia.
➡️ Pierwsze uruchomienie wykazało, że amplituner wrócił do dawnej świetności i znów zaczął cieszyć uszy odtwarzanym dźwiękiem - teraz już na wszystkich kanałach i bez przerw 🥳 Więc teraz przyjrzyjmy się drugiemu z omawianych dzisiaj urządzeń - przedstawicielowi jednego z dawnych sposobów odtwarzania muzyki, choć do dnia dzisiejszego stanowiących niewielki ułamek urządzeń dostępnych na rynku sprzętu audio.
➡️ Widoczny na zdjęciach gramofon szwajcarskiej firmy Thorens został wyprodukowany w Niemczech, czym firma dumnie chwali się na przednim panelu tuż obok przełączników odpowiedzialnych za jego pracę. Ten konkretny model zbudowany został na tzw pełnej automatyce, co oznacza że wystarczy przesunięcie dźwigni z pozycji Stop na Play, a urządzenie samo przeniesie za nas ramię z igłą nad odpowiednie miejsce na płycie winylowej i rozpocznie jej odtwarzanie, a po osiągnięciu końca płyty samoczynnie wróci na miejsce spoczynku i zatrzyma talerz z płytą.
➡️ Po uruchomieniu urządzenia niby coś się zadziało, ale ewidentnie nie to co powinno. Szybki rzut oka pod talerz i mamy winowajcę - spadło cięgno będące jednym z elementów tej pełnej automatyki. Zamiast na trzpieniu leżało sobie obok, a delikatne grzechotanie wydobywające się ze środka gramofonu podczas obracania sugerowało, że element który je blokował postanowił zostać wolnym elektronem i fruwa sobie gdzieś wesoło wewnątrz obudowy sprzętu.
➡️ Wydobycie elementu blokującego cięgno i próba jego ponownego założenia na trzpień wykazały, że było ono zbyt luźne - nie stawiało żadnego oporu i najpewniej to było przyczyną usterki. Odpowiednie ukształtowanie blokady pozwoliło na jej zaciśnięcie na trzpieniu z takim oporem, który nie pozwoli na jej ponowne przejście do stanu wolnego 😏
➡️ Pierwszy test po złożeniu gramofonu pozwolił usłyszeć muzykę odtwarzaną z płyty winylowej, ale ewidentnie dalej coś było nie tak. Dźwięk był zniekształcony i chwilami brzmiał jak z horroru 😬🫣 co mogło sugerować problem z gumowym paskiem, który przekazuje napęd z silniczka na talerz z płytą winylową. A więc demontaż i oględziny 👉
➡️ Okazało się, że pasek po jakimś czasie użytkowania zebrał z powietrza trochę brudu, co powodowało jego ślizganie się na mosiężnej rolce silniczka napędowego. W związku z tym pasek należało odpowiednio wyczyścić, a jeśli pasek to i rolkę napędową oraz wnękę w talerzu, która służy do jego napędzania. Taka operacja pozwoliła wygnać złe duchy z odtwarzanej muzyki i ponownie cieszyć się pełnią możliwości omawianego gramofonu 😎
➡️ Mimo że muzyka z płyt winylowych stanowi dziś niszę wobec wszędobylskich empetrójek, a teraz już przede wszystkim wobec muzyki streamowanej z sieci, to zdecydowanie ma ona swój urok. Osobiście lubię posłuchać muzyki w ten sposób i zawsze gdy nadarza się taka sposobność chociażby w celu testowania sprzętu, robię to z uśmiechem na ustach i odrobiną refleksji nad tym, w jaki sposób kiedyś tą muzykę odtwarzano. Odpowiednio dobrany repertuar i charakterystyczne trzaski słyszalne podczas odtwarzania potrafią na chwilę przenieść w klimat tamtych lat 🫠

Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zostaw po sobie jakiś znak. Nawet zwykła łapka w górę będzie dla mnie wystarczającą motywacją do tego, żeby tworzyć kolejne materiały i dzielić się z Wami wiedzą, którą i ja przez lata zdobyłem. Trzeba sobie pomagać 😉
Pozdrawiam! 😎

☕🔌 Ekspres do kawy jest kolejnym z urządzeń stanowiących wyposażenie domowej kuchni. W praktyce jest on mieszanką przewo...
23/08/2024

☕🔌 Ekspres do kawy jest kolejnym z urządzeń stanowiących wyposażenie domowej kuchni. W praktyce jest on mieszanką przewodów, wężyków, elementów mechanicznych a także elektronicznych zamkniętych w obudowie, które szybko i sprawnie potrafią napełnić nasz kubek kawą ze świeżo zmielonych ziaren. W MZ Serwisie zajmujemy się usterkami elektronicznymi również takich urządzeń, dlatego dzisiaj przyjrzymy się ciekawemu przypadkowi ekspresu do zabudowy firmy Bosch, który pewnego dnia stwierdził sobie, że kaw już dosyć 🥴 Nie tym razem 😎
➡️ Właściciela ekspresu, który chciał sobie wypić ulubiony napój kofeinowy świeżo po powrocie z urlopu, zastała niemiła niespodzianka w postaci braku reakcji urządzenia na uruchomienie włącznikiem sieciowym. No prawie, bo jedyną reakcją urządzenia na uruchomienie było dochodzące z wnętrza cykliczne cykanie. Brak treści na wyświetlaczu, brak reakcji na przyciski dotykowe, brak możliwości uruchomienia maszyny.
➡️ Szybka analiza po zdjęciu obudowy i podłączeniu ekspresu do sieci wykazała, że cykanie dochodzi z wnętrza modułu elektronicznego, który steruje całą maszyną. Odłączamy od modułu kilkadziesiąt różnych przewodów uprzednio oznaczając każdy z nich taśmą i opisując odpowiednim numerem, demontujemy go i zaglądamy do środka 👉
➡️ Moduł elektroniczny został w tym wypadku podzielony na dwie części - główną płytę wykonawczą sterującą wszystkimi podzespołami, oraz mniejszą płytkę będącą "mózgiem" mówiącym większej płycie czym, kiedy i w jaki sposób ma ona sterować, żeby przyrządzić konkretny upragniony napój.
➡️ Jak się okazało, cykliczne cykanie dochodziło z płyty wykonawczej, a dokładniej z przekaźnika sterującego grzałką wody w naszym ekspresie. Wylutowanie przekaźnika z płyty i sprawdzenie go pod kątem sprawności wykazały jednak, że to nie tutaj jest problem.
➡️ Kolejną potencjalną przyczyną usterki były - a jakże - zimne luty. Ekspres ma już za sobą dobre kilka lat użytkowania i cyna bezołowiowa którą został zlutowany jego moduł wykonawczy zaczęła się już częściowo utleniać. W związku z tym wszystkie elementy przewlekane w naszym module wykonawczym zostały przelutowane na nowo, na cynie z zawartością ołowiu której proces utleniania jest niegroźny. Niestety i ten trop okazał się błędny - sytuacja nie uległa zmianie.
➡️ Podczas dalszej analizy problemu okazało się, że cykliczne cykanie zanika kiedy rozłączy się dwa przewody łączące nasze obie płytki tworzące wspólną całość. Sugeruje to, że problem może leżeć w płytce "mózgu" ekspresu. Zajrzyjmy i tam 👉
➡️ Trochę inżynierii wstecznej żeby zrozumieć za co są odpowiedzialne poszczególne przewody łączące płytki pozwoliło stwierdzić, którymi z nich duża płyta przekazuje zasilanie do mniejszej. Przyłożenie sond miernika do przyłączy zasilających mniejszą płytkę i... mamy zwarcie 🥳
➡️ Poszukiwanie winowajcy naszego zwarcia było już tylko formalnością dzięki użyciu kamery termowizyjnej. Próba zwarciowa wykazała, że płytka nagrzewa się w konkretnym miejscu i jak się okazało znajduje się tam kondensatorek, który widocznie stwierdził że już czas na niego. Więc adiós przyjacielu 🫡
➡️ Dobranie kondensatora o odpowiednich parametrach nie było skomplikowane dzięki obecności takich samych elementów na tej płytce, chociażby w drugiej bliźniaczej przetwornicy. Po wlutowaniu nowego elementu w odpowiednie miejsce, następnie po wstępnym złożeniu ekspresu i jego podłączeniu do sieci, maszyna ponownie przywitała się treścią na wyświetlaczu jak przed wystąpieniem usterki. Mamy to 😎
➡️ Felerny kondensatorek na pierwszy rzut oka nawet nie dał po sobie poznać, że jest uszkodzony. Z reguły na takich elementach widoczne są charakterystyczne pęknięcia, jednak w tym wypadku można było je zobaczyć dopiero po wylutowaniu kondensatora z płytki - pęknięcia powstały dość spektakularnie, ale od dołu, od strony laminatu 🙃
➡️ Tak więc mamy za sobą kolejny przypadek, w którym element ledwo dający się złapać w palce unieruchomił dość spore jak na swoją dziedzinę urządzenie. Na szczęście ekspres wrócił do żywych i znowu cieszy zastrzykami kofeiny na zawołanie 😎

Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zostaw po sobie jakiś znak. Nawet zwykła łapka w górę będzie dla mnie wystarczającą motywacją do tego, żeby tworzyć kolejne materiały i dzielić się z Wami wiedzą, którą i ja przez lata zdobyłem. Trzeba sobie pomagać 😉
Pozdrawiam! 😎

W przeciwieństwie do działań na warsztacie, na stronie MZ Serwisu ostatnio mało się dzieje. Duża ilość naprawianej elekt...
14/08/2024

W przeciwieństwie do działań na warsztacie, na stronie MZ Serwisu ostatnio mało się dzieje. Duża ilość naprawianej elektroniki i nierzadko presja czasu powodują, że jego ilości chociażby na wstawianie postów jest coraz mniej. Wydaje się że napisanie posta to chwila - chyba że jest się perfekcjonistą i sprawdza się post wyraz po wyrazie i zdanie po zdaniu, a później jeszcze kilka razy czyta się całość i wprowadza ewentualne poprawki żeby upewnić się, że post jest składny i bezbłędny. W każdym razie robię co się da 😁
🍟🫕 Widoczna na zdjęciach frytkownica beztłuszczowa firmy Taylor Swoden stanowi ciekawe uzupełnienie wyposażenia domowej gastronomii. Sprzęt działa w oparciu o 1800-watową grzałkę i wentylator zapewniający obieg gorącego powietrza, które pozwalają przyrządzić nie tylko frytki, ale wiele innych potraw widocznych na przyciskach dotykowych na panelu sterowania, a w trybie manualnym pewnie jeszcze więcej. Pewnego dnia frytkownica odmówiła posłuszeństwa, wykazując brak reakcji na podłączenie do sieci. Sprawdźmy co się wydarzyło 😉👉
➡️ Po zdjęciu plastikowej zaślepki z góry urządzenia, następnie po odkręceniu czterech małych i czterech dużych śrub, światło dzienne ujrzała przestrzeń w której umieszczona była znaczna większość elementów odpowiedzialnych za działanie frytkownicy. Panel sterowania, zasilacz impulsowy, wentylator a także wyprowadzenia grzałki i czujnika temperatury. Można rozpocząć pierwsze pomiary ✔️
➡️ Podłączamy sprzęt do sieci i sprawdzamy, czy na zaciskach naszego zasilacza impulsowego pojawia się napięcie. Po stwierdzeniu że napięcie nie dociera do płytki, prześwietlamy okablowanie od zacisków zasilacza aż do wtyczki sieciowej. Jedna żyła ma przejście, druga nie - więc mamy jakiś trop.
➡️ Demontaż kolejnych elementów obudowy odsłania styk bezpieczeństwa zlokalizowany w dolnej części urządzenia. Dzięki niemu, frytkownicy nie da się uruchomić bez prawidłowo umieszczonego w niej metalowego kosza na przyrządzane potrawy. Jednak okazało się że styk działa prawidłowo i przepuszcza napięcie kiedy powinien. Trop był błędny - lecimy dalej.
➡️ Pora przyjrzeć się kolejnemu zabezpieczeniu zastosowanemu w tym urządzeniu, jakim jest bezpiecznik termiczny. Jest to niewielki cylindryczny element przytwierdzony do metalowej osłony nad grzałką, którego zadaniem jest rozłączenie obwodu gdy temperatura przekroczy wartość nominalną naszego bezpiecznika - w tym przypadku 184 stopnie Celsjusza.
➡️ Tego typu zabezpieczenia mają swoją żywotność i zdarza się, że po dużej ilości przepracowanych godzin potrafią przepalić się "na zapas". Z jednej strony powoduje to potencjalne ryzyko, że właściciel nie podejmie próby naprawy i sprzęt stanie się elektrośmieciem będąc w zasadzie w pełni sprawnym. Ale patrząc na to z drugiej strony, lepiej żeby takie zabezpieczenie zadziałało raz za dużo, niż raz za mało kiedy naprawdę będzie taka potrzeba. W końcu mamy tutaj do czynienia z temperaturami wręcz piekarnikowymi, więc nie ma żartów 🔥
➡️ Producent chcąc jeszcze bardziej zwiększyć bezpieczeństwo frytkownicy, zdecydował się na użycie dwóch takich samych bezpieczników - po jednym na każdym z przewodów zasilających. Pomiary wykazały, że jeden z tych bezpieczników faktycznie się przepalił, przez co nasz zasilacz impulsowy nie dostawał zasilania. A więc przed nami wymiana bezpiecznika termicznego.
➡️ Żeby mieć pewność że urządzenie w najbliższym czasie znów nie odmówi posłuszeństwa, najrozsądniejszym rozwiązaniem jest wymiana obydwóch bezpieczników na nowe. W związku z wysokimi temperaturami - na poziomie temperatury topnienia cyny - zdecydowanie nie można sobie tutaj pozwolić na ich zlutowanie. Producent fabrycznie sprasował ich wyprowadzenia z przewodami, jednak nie każdy taką praskę posiada. Równie dobrym wyjściem z tej sytuacji jest użycie listwy zaciskowej - popularnej "kostki", oczywiście wcześniej pozbywając się plastikowej osłony, która zapewne przy pierwszym rozgrzaniu urządzenia szybko przeszłaby w formę płynną kalecząc nos kucharza 🫠
➡️ Należy też pamiętać o odpowiednim zaizolowaniu bezpieczników i ich wyprowadzeń, żeby nie nastąpiło przebicie do metalowej osłony nad grzałką, która jest podłączona do uziemienia naszego urządzenia. Do tego służą odporne na temperaturę koszulki izolacyjne z włókna szklanego, które po naprawie trzeba było zastosować w większym rozmiarze niż oryginalnie, ze względu na dołożone listwy zaciskowe. Tak wykonaną naprawę można z czystym sumieniem zamknąć z powrotem pod plastikowymi osłonami frytkownicy ✔️
➡️ Na koniec jeszcze półgodzinny test, podczas którego należy się upewnić czy wszystko działa jak należy. Czy panel sterowania działa bez szwanku, czy czujnik temperatury prawidłowo ją odczytuje, czy przekaźnik na płytce zasilacza prawidłowo steruje grzałką, załączając i wyłączając ją kiedy temperatura wewnątrz urządzenia osiągnie tą zadaną. Tak sprawdzona i przetestowana frytkownica trafia z powrotem w ręce Właściciela 😎

Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zostaw po sobie jakiś znak. Sam nie umieszczam na fejsie praktycznie żadnych komentarzy więc i do tego nie nakłaniam, ale nawet zwykła łapka w górę będzie dla mnie wystarczającą motywacją do tego, żeby mimo małej ostatnio ilości wolnego czasu tworzyć kolejne materiały i dzielić się z Wami wiedzą, którą i ja przez lata zdobyłem. Trzeba sobie pomagać 😉
Pozdrawiam! 😎

🚗🔈 Kolejny temat z elektroniki samochodowej, jednak tym razem również warty omówienia ze względu na przyczynę całkiem in...
08/07/2024

🚗🔈 Kolejny temat z elektroniki samochodowej, jednak tym razem również warty omówienia ze względu na przyczynę całkiem inną niż omawiane wcześniej zimne luty. W widocznym na jednym ze zdjęć Citroënie C4 pewnego dnia przestało działać radio, a dokładniej wbudowany system multimedialny składający się z jednostki centralnej, wyświetlacza i panelu z przyciskami, określany przez producenta mianem RT6. Zatem sprawdźmy co się wydarzyło, że pewnego dnia nasz system się nie uruchomił 👉
➡️ Usterka okazała się być na tyle popularna, że w sieci bez problemu udało się znaleźć filmy czy opisy w których inni użytkownicy walczą o przywrócenie do życia swoich RT6 i dzielą się doświadczeniami. Jak się okazuje, cały problem powoduje... karta pamięci microSD 🥴
➡️ Projektanci systemu multimedialnego RT6 zadecydowali, że nośnikiem całego oprogramowania tego systemu nie będzie nic innego jak zwykła karta pamięci microSD o rozmiarze 8GB - taka jaką możemy dostać w każdym sklepie komputerowym czy elektronicznym (a właściwie w takim rozmiarze mogliśmy dostać ileś lat temu). Plan jak widać nie okazał się zbyt dobry - nie wzięto pod uwagę żywotności takiej pamięci.
➡️ Żywotność pamięci cyfrowej zmniejsza się z każdym zapisanym na niej bajtem. Jeśli kartę użytkujemy w telefonie na przykład do przechowywania plików MP3 czy zdjęć, to zapis odbywa się rzadko a znaczną większość operacji stanowi odczyt - podczas słuchania muzyki czy przeglądania zdjęć. Inaczej sytuacja ma się w urządzeniach gdzie zapis odbywa się częściej - dobrym przykładem jest chociażby rejestrator samochodowy czy omawiany tutaj system multimedialny. Przez lata użytkowania samochodu zawartość karty była modyfikowana przez system przy każdym użytkowaniu pojazdu, co drastycznie zmniejszało jej żywotność. Do momentu aż system się poddał i trafił do MZ Serwisu 🤷‍♂️
➡️ Karta została wymieniona na jej 32-gigabajtowego odpowiednika tej samej firmy z deklarowaną przez producenta zwiększoną trwałością (High Endurance), po czym moduł został złożony i zamontowany z powrotem w aucie. Kolejnym krokiem było zainstalowanie nowego oprogramowania, co umożliwiło wbudowane w system gniazdo USB ulokowane obok gniazda zapalniczki. Nie było to łatwe zadanie, ale finalnie po wielu żmudnych próbach odpowiednio przygotowany pendrive z odpowiednią wersją oprogramowania został przyjęty przez system, jego zawartość przekopiowała się na naszą nową kartę microSD i po restarcie system wystartował 🥳
➡️ Wszystko ładnie pięknie, ale dlaczego przy uruchamianiu auta na wyświetlaczu wyświetla się logo Peugeot? 🤔 Okazuje się że to nie koniec zabawy i nasze nowe oprogramowanie należy jeszcze skonfigurować - czyli powiedzieć mu w jakim aucie się znajduje, z jakim panelem współpracuje i jeszcze masę innych informacji. Na szczęście z już ledwo zipiącej starej karty udało się odzyskać wszystkie pliki konfiguracyjne jak i mapy nawigacji, które przekopiowane na nową kartę pozwoliły na przywrócenie całego systemu do stanu sprzed awarii. Wróciły stacje radiowe, sparowane telefony, adresy w nawigacji, właściwe logo przy starcie... Mamy to 🤩
➡️ Na koniec jeszcze tylko aktualizacja wbudowanych map nawigacji z roku 2013 na rok 2023 - czyli na najnowsze jakie udało się znaleźć 🗺 i tak przygotowany i zmontowany w aucie system multimedialny trafia z powrotem w ręce Właścicielki 😉

Nie ma co ukrywać, że w tym wypadku nie jesteśmy w stanie uniknąć kolejnej awarii w przyszłości. Może minąć wiele lat, ale kiedyś karta pamięci jaka dobra by nie była, znów może zacząć szwankować i trzeba się z tym liczyć. Grunt że sytuację da się uratować, co pozwala zaoszczędzić kosztów na wymianie modułu i znów cieszyć się w pełni sprawnym systemem multimedialnym i nagłośnieniem 😎
Trzymajcie się i do następnego posta! ✌️

🎤🔈 Widoczne na zdjęciach urządzenie to polskiej 🇵🇱 produkcji powermikser, czyli jak nazwa wskazuje połączenie wzmacniacz...
01/07/2024

🎤🔈 Widoczne na zdjęciach urządzenie to polskiej 🇵🇱 produkcji powermikser, czyli jak nazwa wskazuje połączenie wzmacniacza audio i miksera dźwięku w jednej obudowie. Sprzęt idealnie nadający się do nagłośnienia niewielkiej imprezy, który potrafi połączyć sygnał z wielu wejść w jedną całość i wzmocnić ją na tyle, by napędzić niemałe głośniki. Zespół muzyczny znajdzie tu dla siebie gniazda pozwalające podłączyć mikrofony czy keyboard, są też efekty czy korekcja barwy dźwięku. Jednak fakt wizyty w MZ Serwisie oznacza, że mamy tu jakiś kłopot. Sprawdźmy jaki 😉👉
➡️ Po uruchomieniu powermiksera w celach testowych okazało się, że poprawnie słychać wzmacniany dźwięk na wyjściach obu kanałów. Jedyne co na ten moment udało się stwierdzić, to że najniżej położone diody LED widocznego po prawej stronie wskaźnika wysterowania świeciły stale, nawet kiedy do urządzenia nie był podawany żaden sygnał 🤔
➡️ Główny problem objawił się bardzo szybko w postaci trzasków dochodzących z głośników, które zdecydowanie nie były przyjemne dla ucha. Okazało się że wystarczyło delikatnie ruszyć sprzętem czy stuknąć w obudowę, żeby od razu mieć niechcianą odpowiedź w głośnikach. Otwieramy i zaglądamy ✔️
➡️ Polskość widać tutaj na pierwszy rzut oka, dzięki powtarzającym się na każdym z potencjometrów napisie Telpod, czyli nazwie polskiej firmy która je wyprodukowała. Co prawda nie wszystkie elementy są naszej produkcji, ale nie ma co się dziwić skoro znacznej większości od wielu lat już nie produkujemy 🤷‍♂️
➡️ Pierwszym tropem do znalezienia usterki była konstrukcja, którą roboczo nazwałem "drucianą magistralą", czyli połączenie wszystkich płytek od poszczególnych kanałów oraz sąsiadujących modułów w jedną całość przy pomocy drucików przechodzących przez wszystkie płytki na wylot i przylutowanych w odpowiednich miejscach. Ale długie zdanie 🥵
➡️ Testowe uruchomienie urządzenia po poprawieniu wszystkich połączeń na naszej "magistrali" zaowocowało brakiem trzasków na wyjściach głośnikowych, ale też brakiem dźwięku 🤨 co sugeruje, że trzeba się tej konstrukcji dokładniej przyjrzeć. Szybki przelot śrubokrętem po drucikach i mamy winowajcę... pęknięcie 🥳
➡️ Testy po poprawieniu pękniętego połączenia zaowocowały wydobyciem się z głośników czystego dźwięku bez jakichkolwiek trzasków. Kwestię świecących stale diod LED wskaźnika wysterowania też udało się szybko rozwiązać poprzez wymianę zużytych kondensatorów na wejściu sygnału do tegoż modułu 😎
➡️ Tak oto niedużym kosztem udało się przywrócić do pełnej sprawności rodzimej produkcji sprzęt. Sam jestem fanem tego typu urządzeń i do kogoś kto nie wymaga od powermiksera więcej niż oferuje omawiany przez nas SMX-11 powiedziałbym, żeby użytkować i cieszyć się nim jak najdłużej, bo produkowane dzisiaj urządzenia potrafią mieć nieporównywalnie większy stopień skomplikowania w naprawie 🤯 chyba wolę przeboleć te druty między płytkami 😁
Trzymajcie się i do następnego posta 😎

🎥🥷 Monitoring to system zapewniający jego użytkownikom większe poczucie bezpieczeństwa, dzięki możliwości ciągłej obserw...
28/06/2024

🎥🥷 Monitoring to system zapewniający jego użytkownikom większe poczucie bezpieczeństwa, dzięki możliwości ciągłej obserwacji terenu i rejestracji zdarzeń. Podstawowy system składa się z określonej ilości kamer oraz urządzenia zwanego rejestratorem, który jest "mózgiem" całego systemu. Dzisiaj przyjrzymy się kamerze firmy Hikvision, która uległa uszkodzeniu z powodu awarii innego elementu systemu niewymienionego wyżej 🧐
➡️ Kluczem do dzisiejszej usterki jest skrót PoE, którego rozwinięcie to Power over Ethernet. Jest to technologia, która pozwala i przesyłać do kamery zasilanie i wymieniać z nią informacje za pomocą jednego przewodu typu ethernet.
➡️ Zalety tej technologii to łatwość w instalacji i diagnozowaniu ewentualnych usterek, natomiast wadą jest konieczność użycia dodatkowego urządzenia (o ile nie jest zintegrowane z rejestratorem bo i tak bywa), które zapewni zasilanie naszych kamer jak i skomunikowanie ich właśnie z rejestratorem. Switch PoE, bo o nim mowa, spowodował uszkodzenie widocznej na zdjęciach kamery monitoringu.
➡️ Kamera po podłączeniu do testowego switcha PoE zdawała się nie dawać oznak życia - brak jakiejkolwiek reakcji, nie zaświeciły się nawet diody sygnalizacyjne na switchu. Dla odmiany podłączenie kamery do zasilacza zewnętrznego przy pomocy jej dodatkowego gniazda, poskutkowało uruchomieniem się kamery i jak się później okazało, całkowicie poprawną pracą. W związku z tym nie pozostaje nic innego jak otworzyć i mierzyć 👉
➡️ Zdemontowana obudowa szybko odsłoniła elektronikę, a wraz z nią odbiornik zasilania PoE, który wyższe napięcie przychodzące z przewodu przetwarza na niższe, którym bezpiecznie można zasilić elektronikę naszej kamery. Na szczęście producent zastosował w tym module zabezpieczenia, dzięki którym kamerę będzie można łatwo przywrócić do życia 🤓
➡️ Pomiary wykazały uszkodzenie dwóch elementów zwanych transilami, lub inaczej diodami TVS. W dużym skrócie to elementy które w przypadku wystąpienia zbyt wysokiego napięcia na linii zasilania kamery "przepalają się" robiąc zwarcie, co ma na celu bezpośrednią ochronę znajdującej się dalej elektroniki przed uszkodzeniem. Wniosek: z jakiegoś powodu nasz switch PoE podał choćby na ułamek sekundy zbyt duże napięcie do naszych kamer, co spowodowało zadziałanie transili. Może jakieś uszkodzenie switcha, może skoki napięcia w sieci, może burza... tego już się nie dowiemy 🤷‍♂️
➡️ Pozbycie się uszkodzonych transili z płytki drukowanej a tym samym pozbycie się zwarcia, pozwoliło na poprawną pracę kamery. Z tym że w MZ Serwisie oczywiście tak tego nie zostawiamy, bo dodatkowo dopasowujemy nowe transile w miejsce uszkodzonych i lutujemy na swoje miejsce. Pozostawienie kamery bez tych elementów mogłoby spowodować nawet efekty dźwiękowe i wizualne w jej wnętrzu przy kolejnej dawce zbyt wysokiego napięcia. Ciekawe jak i czy by się to nagrało 🤪
Pozdrawiam i do następnej naprawy! 😎

🚗🔈 Volkswagen Infotainment System, to dumnie brzmiąca nazwa systemu multimedialnego zamontowanego w tym wypadku w samoch...
19/06/2024

🚗🔈 Volkswagen Infotainment System, to dumnie brzmiąca nazwa systemu multimedialnego zamontowanego w tym wypadku w samochodzie VW Golf 7. Cała jednostka sterująca mieści się w rozmiarze standardowego radia samochodowego i umieszczona jest w przednim schowku, udostępniając w razie potrzeby dwa wejścia na karty pamięci oraz wejście na płytę. Skalę zaawansowania tego modułu uwydatnia fakt, że w środku znajduje się nawet dedykowana karta graficzna firmy Nvidia - a więc pewnie trafnym byłoby tutaj nazwanie naszego modułu komputerem multimedialnym, a wyświetlacza w kokpicie auta - jego monitorem. Dla jasności musimy zaznaczyć że wewnątrz naszego komputera znajdują się również końcówki mocy, które napędzają wszystkie głośniki w aucie. No i jak się okazuje... nie zawsze wszystkie 😅
➡️ Pewnego dnia podczas jazdy zaczęły się pojawiać problemy z działaniem głośników. Objawiało się to przerywaniem prawej strony do momentu, aż całkowicie przestała grać. Próby ustawienia balansu na prawą stronę kończyły się całkowitym wyciszeniem nagłośnienia.
➡️ Właściciel wspomniał o jednorazowej sytuacji, kiedy głośniki z prawej strony załączyły się na moment podczas pracy mechanizmu płyty znajdującego się w naszym module. Można na tej podstawie wywnioskować, że problem może leżeć gdzieś wewnątrz modułu i dotyczyć problemów z połączeniami - czyli występowaniem naszych ukochanych zimnych lutów 🥹
➡️ Pierwsze otwarcie pozwoliło przeanalizować konstrukcję modułu i podzielić go na płytę główną, wlutowaną do niej pod kątem prostym płytę z gniazdami wyjściowymi i końcówkami mocy, oraz kilka pomniejszych płyt i kartę graficzną, które łączą się z płytą główną przy pomocy taśm lub złącz.
➡️ Pierwszym tropem były punkty połączeniowe między płytą główną a płytą pionową z gniazdami i końcówkami mocy. Nie wyglądały rewelacyjnie jak to na cynę bezołowiową przystało, ale nie można było jednoznacznie stwierdzić, żeby któryś z nich był przerwany. Ich poprawienie i podłączenie modułu do auta tylko potwierdziło, że trop był błędny - prawa strona wciąż nie zagrała.
➡️ Pora spojrzeć na elektronikę w trochę mniejszej skali. W ruch idzie mikroskop, którego pierwszy rzut obiektywu na końcówki mocy ukazuje nasz problem jak na tacy - przerwane połączenia elektryczne przynajmniej czterech wyprowadzeń jednej z końcówek mocy. Mamy to 🥳
➡️ Aby moduł oddać z czystym sumieniem że problem nie powróci, jedyną opcją jest całkowite wylutowanie końcówek mocy, ściągnięcie starej cyny bezołowiowej i wlutowanie końcówek na nowej cynie ołowiowej. A więc godzinę przed mikroskopem i sto inwektyw później, końcówki mocy ponownie lądują na swoim miejscu na nowym spoiwie lutowniczym 😎
➡️ Test po podłączeniu do auta wykazał, że problem całkowicie zniknął i system nagłośnienia ponownie powrócił do pełni sprawności, pozwalając znów cieszyć ucho (a właściwie teraz już oba) ulubioną muzyką ✔️

Jak widać, zimne luty nie dają ostatnio za wygraną, uprzykrzając życie w przeróżnych gałęziach elektroniki. Jeśli dalej tak będzie, to chyba trzeba będzie przekuć to w jakąś fajną grafikę i umieścić na koszulce 🤪 merch MZ Serwis... może kiedyś, kto wie 🙃
Trzymajcie się i do następnej naprawy - postaram się szybciej 😜😉

🍳⚡️ Urządzenia trafiające do MZ Serwisu w większości przypadków udaje się przywrócić do życia, lub zależnie od sytuacji ...
27/05/2024

🍳⚡️ Urządzenia trafiające do MZ Serwisu w większości przypadków udaje się przywrócić do życia, lub zależnie od sytuacji do prawidłowego funkcjonowania. Mniejszy odsetek stanowią urządzenia, których naprawa jest niemożliwa lub nieopłacalna. Natomiast trzecia kategoria to urządzenia, które wymagają ponownego powrotu na warsztat z powodu dalszych problemów w użytkowaniu. Dzisiaj przyjrzymy się płycie indukcyjnej firmy Electrolux, do której w tym wypadku idealnie będzie pasować słynne "miało wyjść lepiej, a wyszło jak zawsze" 🙈🙃
➡️ Płyta trafiła na warsztat z powodu braku możliwości uruchomienia. Jedyną oznaką życia były załączający się na chwilę panel dotykowy i słyszalne cyknięcia z wnętrza płyty, po czym sprzęt się wyłączał.
➡️ Szybkie oględziny wykazały problem, z którym już przynajmniej kilka razy spotkaliśmy się na stronie - zimne luty. Bezpośrednią przyczyną usterki był utleniony i wypalony punkt lutowniczy przekaźnika - czyli elementu, który dostarczał zasilanie na jednej z dwóch płyt, sterującej dwoma z czterech palników.
➡️ Najrozsądniejszą opcją w takiej sytuacji była wymiana przekaźnika na fabrycznie nowy. Temperatura jaka panowała na jego nóżce chwilę przed przerwaniem się połączenia mogła być na tyle duża, że mogła spowodować jego wewnętrzne uszkodzenie, które mogłoby się objawić dopiero po jakimś czasie i z różnym skutkiem. Nie ryzykujemy, wymieniamy ✔️
➡️ Inspekcja wizualna obu płyt sterujących wykazała, że połączeń które mogą się utlenić w najbliższym czasie jest znacznie więcej. Niestety fabryczna cyna bezołowiowa w połączeniu z kilkuletnim użytkowaniem płyty okazała się na tyle niepewna, że za miesiąc czy dwa płyta znów mogłaby dać o sobie znać. Najrozsądniejszą opcją w tym wypadku byłoby przelutowanie wszystkich elementów przewlekanych - a dokładniej ściągnięcie z nich oryginalnej cyny bezołowiowej i nałożenie chociażby naszego polskiego Cynela, który na zjawisko zimnych lutów jest odporny. Lecimy 😎
➡️ Kilka godzin i cztery przepalone groty od lutownicy później, cała przewlekana elektronika łączy się z laminatem już tylko za pośrednictwem nowego spoiwa. Płyta zostaje złożona, każdy palnik po kolei zostaje przetestowany, niby wszystko ładnie pięknie. Właściciel na drugi dzień odbiera swój sprzęt i mogłoby się wydawać, że sprawa zostaje zamknięta. Ale nic bardziej mylnego 😅
➡️ Właściciel tego samego dnia zgłasza problem w postaci pojawiającego się na wyświetlaczu błędu E7, tuż po uruchomieniu trzech palników na pełną moc i odczekaniu około minuty. Szybkie rozeznanie w internecie sugeruje problem z wentylatorem. Pierwsza myśl - przez nieuwagę niepodłączona wtyczka od wentylatora. Płyta niestety zostaje raz jeszcze zdemontowana ze swojego miejsca docelowego i ponownie trafia na stół warsztatowy.
➡️ Niestety wizja niepodłączonej wtyczki szybko okazała się zbyt piękna, żeby była prawdziwa. Wentylator podłączony "na krótko" działał jak należy, a podłączony do płyty stał w miejscu w momencie, kiedy powinien się uruchomić. Skutkiem tego było zbyt szybkie nagrzewanie się elektroniki, co na szczęście sprawnie wyłapał wbudowany wewnątrz czujnik temperatury, blokując dalszą pracę i wyświetlając błąd. Pikanterii dodaje fakt, że ta usterka dotyczyła nie płyty sterującej na której uszkodzeniu uległ przekaźnik, a tej drugiej która sprawnie działała do końca 🥴
➡️ Jak to mówią, po nitce do kłębka. Demontaż elektroniki i ponowna inspekcja wykazały, że podczas operacji przelutowania całej płyty jeden z punktów został przypadkowo odcięty od idącej dalej ścieżki, no i akurat to połączenie było odpowiedzialne za sterowanie pracą wentylatora. Naprawa felernego połączenia finalnie zaowocowała pozytywnym przejściem testów gotowania na cztery palniki na pełną moc jednocześnie, więc już kolejnego dnia płyta została zamontowana w swoim miejscu docelowym i wróciła do codziennego użytku 🥳

Jaki z tego morał? Dla mnie na pewno taki, że naprawiane urządzenia muszę testować bardziej skrupulatnie. Wam chciałem tym postem pokazać, że nie wszystkie naprawy są takie piękne jak na tej stronie wygląda. Nikt nie jest idealny i zawsze jest szansa, że na te myślę że kilkaset przelutowanych punktów jeden okaże się tym pechowym, który umknie uwadze i mimo ambitnego podejścia do sprawy narobi dodatkowych kłopotów obu stronom. Na szczęście sprawa została rozwiązana pomyślnie i ten... wszyscy żyli długo i szczęśliwie 🤪
Trzymajcie się i do następnego posta! 😎

Adres

Miedzychod
64-400

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy MZ Serwis umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij