04/08/2026
🔴 Czego w ogóle szukam w kryminałach?
„Wszystkie rzeczywiście dobre powieści kryminalne czyta się po raz drugi, niektóre nawet wiele razy. Oczywiście nie mogłoby tak być, gdyby czytelnika interesowało tylko rozwiązanie zagadki”. Raymond Chandler, „Luźne uwagi na temat powieści kryminalnej”.
🔴 Patrzę na nasze wydanie „Draki w Harlemie” Chestera Himesa i zastanawiam się, co mnie tak wzięło. Na pewno nie zagadka, bo w pewnym sensie rzeczy dzieją się tu od końca. Himes wrzuca czytelników w finał sknoconej (czy na pewno?) akcji, a wyjaśnienie, kto czym zawinił, następuje jakby mimochodem. U Chandlera to już w ogóle: na ogół ktoś u niego znika, ale ciężko powiedzieć, czy coś się w ogóle wydarzyło. Marlowe wpada w uniwersum powiązań, relacji i zaszłości. Nawet jeśli ktoś ginie, to w sumie nieważne. Do tego stopnia, że w „Głębokim śnie” zapomniał wyjaśnić, w jaki sposób zginęła jedna z postaci.
🔴 U Himesa na pewno przyciąga świat. Jego Harlem połowy XX wieku jest miejscem niezwykłym, barwnym, rządzi nim zupełnie odmienny zestaw reguł niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Tę samą rzeczywistość (tylko w innej odsłonie) znajdziecie w naszych książkach Jamesa Baldwina, ale tam jest surowa, dostojna, statyczna. U Himesa mamy wybuchy barw, szyldów i świateł. Cały cykl, który otwiera „Draka w Harlemie”, to eksplozja dowcipu i huk wystrzałów. Świat niestandardowy, postawiony na głowie, ale żadne tam safari. Jest w tym i dowcip, i przekąs, i groteska, i jakaś nostalgia. No przeczytajcie sami:
„Siódma Aleja i Sto Dwudziesta Piąta Ulica, epicentrum Czarnej Ameryki, krzyżują się w samym środku Harlemu. Na jednym rogu stoi największy w okolicy hotel. A po przeciwnej stronie skrzyżowania – wielki sklep jubilerski. W jego oknach wystawione są diamenty i zegarki, do kupienia od ręki albo na raty. Obok znajduje się księgarnia, której wielki czerwono-żółty szyld głosi: »Książki 6 000 000 Kolorowych«. A na kolejnym rogu – kościół misjonarski”.
🔴 U Chandlera Los Angeles jest gęste, zawiesiste, koncentrat melancholii:
„Kiedy dojechałem na Montemar Vista, słońce zaczynało już blednąć, lecz ocean nadal się iskrzył, a przybój rysował na piasku długie półkola. Pelikany niczym bombowce przelatywały tuż nad spienionymi wierzchołkami fal. Samotny jacht płynął ku przystani w Bay City. Za sobą miał tylko fioletowoszarą pustkę Pacyfiku” („Żegnaj, laleczko”).
🔴 No więc świat, atmosfera. Postaci. Dwa słowa: Philip Marlowe. Czy trzeba mówić więcej? I stany, nastroje. Znowu Chandler, tym razem z „Playbacku”:
„Pokój był duszny, nudny i bezosobowy, jak zawsze. Otworzyłem okna i zrobiłem sobie drinka w kuchni. Usiadłem na kanapie i wbiłem wzrok w ścianę. Dokąd nie pójdę, czego nie zrobię – zawsze wracam w to samo miejsce. Przed nijaką ścianę w pustym domu”.
Pokażcie mi człowieka, który nie ma czasem podobnie.
🔴 U Himesa znajdziecie język (tłumacz, Antoni Górny, dał tutaj czadu), dowcip, świat, tempo. U Chandlera nad miastem wisi czarne słońce, proporcje są inne. Coś mi się jednak wydaje, że będziecie do tych książek wracać, i to niejeden raz.