27/08/2026
Największy problem zaczyna się tam, gdzie kończy się marketing
To jest temat, który łatwo źle zrozumieć, bo w teorii 𝗺𝗮𝗿𝗸𝗲𝘁𝗶𝗻𝗴 𝗺𝗮 𝗷𝗲𝗱𝗻𝗼 𝗻𝗮𝗷𝘄𝗮𝘇̇𝗻𝗶𝗲𝗷𝘀𝘇𝗲 𝘇𝗮𝗱𝗮𝗻𝗶𝗲: 𝗱𝗼𝘄𝗶𝗲𝘇́𝗰́ 𝗸𝗼𝗻𝘁𝗮𝗸𝘁. Ktoś kliknął reklamę, zostawił formularz, zadzwonił, wszedł w rejestrację online. W raporcie wygląda to dobrze, więc można uznać, że robota została zrobiona.
Tylko że kontakt to jeszcze nie wynik. To dopiero moment, w którym ktoś musi przejąć pacjenta i doprowadzić go do wizyty. I tutaj bardzo często zaczynają się rzeczy, których nie widać w kampanii, ale które mają ogromny wpływ na jej skuteczność.
Pacjent zostawia formularz, ale nie wiadomo, kiedy ktoś do niego wróci. Dzwoni, ale pyta o usługę, której recepcja nie potrafi dobrze wytłumaczyć. Chce termin, ale trzeba dobrać odpowiedniego lekarza. Pyta o koszt, ale odpowiedź jest niepełna. Mówi, że musi się zastanowić i temat znika, bo nikt nie ma procesu, żeby do niego wrócić. ☎️
I potem w raporcie marketingowym wszystko wygląda w miarę dobrze, a w grafiku tego nie widać. 𝗕𝗼 𝗹𝗲𝗮𝗱 𝗻𝗶𝗲 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘄𝘆𝗻𝗶𝗸𝗶𝗲𝗺. Wynikiem jest pacjent, który przyszedł, zapłacił, rozpoczął leczenie i wie, co ma zrobić dalej.
A w medycynie między kontaktem a wizytą dzieje się dużo więcej niż w wielu innych branżach. Pacjent często nie kupuje od razu. On porównuje, dopytuje, boi się kosztów, nie wie, którego lekarza wybrać, zastanawia się, czy to na pewno miejsce dla niego. 𝗜 𝗷𝗲𝘀́𝗹𝗶 𝗽𝗼 𝘀𝘁𝗿𝗼𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗹𝗮𝗰𝗼́𝘄𝗸𝗶 𝗻𝗶𝗲 𝗺𝗮 𝗼𝘀𝗼𝗯𝘆, 𝗽𝗿𝗼𝗰𝗲𝘀𝘂 𝗮𝗹𝗯𝗼 𝘀𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺𝘂, 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝘆 𝗴𝗼 𝗽𝗿𝘇𝗲𝘇 𝘁𝗼 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗽𝗿𝗼𝘄𝗮𝗱𝘇𝗶, 𝘁𝗼 𝗼𝗻 𝗻𝗮𝗷𝗰𝘇𝗲̨𝘀́𝗰𝗶𝗲𝗷 𝗻𝗶𝗲 𝗯𝗲̨𝗱𝘇𝗶𝗲 𝘄𝗮𝗹𝗰𝘇𝘆ł 𝗼 𝘇𝗮𝗽𝗶𝘀.
Po prostu wybierze miejsce, w którym jest mu łatwiej podjąć decyzję.
Dlatego największa dziura często jest w tym momencie, w którym marketing kończy swoją pracę, a placówka powinna zacząć obsługę pacjenta.
Marketing może dowieźć kontakt. Nie dowiezie za placówkę decyzji pacjenta.
Jeśli po formularzu, telefonie albo kliknięciu w rejestrację nie ma jasnego procesu, to część pacjentów po prostu odpada. Dlatego, że nikt ich dalej dobrze nie poprowadził. 👀