07/12/2025
Conrad Johnson Evolution 2000. Jakiś czas temu w moim skromnym laboratorium gościł taki nieskromny gabarytem gość i to miał być mój pierwszy wpis na FB ale jednak z pisaniem zeszło...
Jest to wzmacniacz pracujący bez ogólnej pętli ujemnego sprzężenia zwrotnego (reklamowany jako zero-feedback). To znaczy, że sygnał wyjściowy nie jest porównywany z wejściowym w celu usunięcia zniekształceń. Taka filozofia konstrukcji. Większe zniekształcenia i rezystancja wyjściowa ale m.in. unikamy czegoś co zwą cyrkulacją zniekształceń. O niej i jej wpływie i innych aspektach konstrukcji wzmacniaczy, szeroko dyskutowano w prasie w latach 60-90+. Wszystko jest względnie przewidywalne. Skomplikowane obciążenia nie zdestabilizują pętli (jak to czasem bywa...) Planuję dłuższy wpis o teorii sprzężenia dla niecałkowicie albo wcale nie inżynierów – warto?
Wzmacniacz składa się z dwóch stopni – napięciowego - w nim poziom sygnału wejściowego jest zwiększany do takiego jaki ma być na wyjściu. Oraz prądowego – nie wzmacnia już napięcia ale pozwala czerpać obciążeniu prąd jaki potrzebuje, a zwykle potrzebuje sporo.
Stopień napięciowy tworzą cztery triody połączone równolegle. Każda ze swoim opornikiem katodowym (wprowadzającym lokalne ujemne sprzężenie) w celu balansowania prądu, nie muszą więc być idealnie jednakowe. Zwielokrotnienie ilości lamp ma zmniejszyć rezystancję wyjściową w celu ułatwienia sterowania końcówki mocy, zmniejszenia zniekształceń. Następuje też uśrednienie charakterystyk. Typ lampy to 5751 – podobna do ECC83, 12AX7 ale z mniejszym wzmocnieniem 70 do 100 w ECC83. Wynika to z odrobinę mniejszej transkonduktancji i rezystancji wewnętrznej.
Stopień prądowy w układzie kaskadowego (jeden za drugim) połączenia wtórników opartych o tranzystory mosfet. W pierwszym po jednej sztuce 2SK216 i 2SJ79 napędza bramki po pięć 2SK135 i 2SJ50. Widać, że pojemności tranzystorów wyjściowych wymusiły zastosowanie dodatkowego stopnia. Inaczej byłby kłopot z pasmem przenoszenia i wzrostem zniekształceń w jego górnej części.
Tranzystory końcowe jednej polaryzacji pracują równolegle bez rezystorów równoważących prąd (w źródłach). Taki układ wymaga względnie dokładne dobranie podobnych w grupę (prąd od napięcia Ugs i transkonduktancja). Konstrukcja tranzystorów też musi być odpowiednia, zapewniająca możliwość połączenia równoległego tj. termicznego równoważenia prądów w stanie aktywnym (ujemne współczynniki). Zebranie pięciu tranzystorów jednej polaryzacji oraz kolejne pięć przeciwnej o podobnych parametrach z pewnością nie było proste nawet w czasach gdy leżały w sklepie „za rogiem”. Dziś jest bardzo-bardzo trudne bo dostępność takich tranzystorów jest znikoma a cena wysoka. Na nowe, podobne, można liczyć tylko od Exicona i już nie w obudowie TO3. Nie będąc producentem kupującym tysiące sztuk - takie dobierania w grupy i pary wydaje się dziś praktycznie niemożliwe. Mosfety potrafią mieć duże rozrzuty parametrów... Wysoki prąd spoczynkowy bliski klasie A reguluje się stosując sondę prądową albo amperomierzem wpiętym w obwód zasilania. Trzeba kontrolować temperaturę radiatorów. Praktycznie wszystkie kondensatorowy są foliowe, polipropylen z tego co pamiętam. Jedyne elektrolity zahaczające o tor audio to beczki w filtrze zasilania końcówki mocy. Przewody VDH. Laminat to szkło-epoksyd, może bez fajerwerków, ale przyzwoity.
Spalił bezpieczniki – tak przez telefon określono usterkę. Z tym, że w przypadku CJ to mogą być bezpieczniki w rozdzielni głównej czy na słupie energetycznym, zero zdziwienia. Problem jest niestety taki, że (tranzystory końcowe których jest tam „kilka” nie są produkowane i niedostępne w handlu korporacyjnym, w fantazyjnie uspołecznionym to może i by się znalazły ale...) tranzystory to główny powód palenia bezpieczników zwykle.
Konstrukcja tego wzmacniacza jednak, o czym żartobliwie jeszcze wspomnę jest minimalistyczna i nie zawiera zabezpieczeń końcówki innych niż bezpieczniki w jej zasilaniu, które to właśnie się uszkodziły. Ilość tranzystorów mocy jest przewymiarowana tak, że to bezpiecznik ma się „spalić” przy przypadkowym zwarciu wyjścia. Pewności jednak co się stało nie było. Pobieżne sprawdzenie wykazało, że nie ma zwarć w tranzystorach i wszystko wygląda normalnie, próba etapowego włączenia się powiodła, sygnał podano, gra nieźle. Puf – nie gra... Świadomy powagi problemu sprawdzam tranzystory – niby całe. Ki czort? Wziąłem się do roboty i niczym archeolog wokoło zamku wykopuję i przeglądam artefakty. Tranzystor po tranzystorze na charakterografie przy pełnym napięciu i też prądzie. Ładne, równe, nic (czasem tranzystory dostają przebicia przy wyższym napięciu albo po podgrzaniu). Typowe problemy na płytkach drukowanych z lutunkami, i chyba jeden większy – wada wytrawienia ścieżki (cieniutka). Poprawione, może to mogło stanowić wady ale nie przypuszczam. Ostatecznie znalazł się powód – główne kondensatory filtrujące są dokręcone śrubami do miedzianych szyn – niestety za długa śruba opierała się na dnie gwintowanego otworu a połączenia były luźne! Zobaczyłem to po śladach iskrzenia, nie inaczej, skróciłem śruby. Wyczyściłem też wszystkie oczka, kołki itd. Skręciłem – działa bez problemów!
Użytkując ten wzmacniacz trzeba mieć świadomość jego delikatnej natury, całkiem wbrew wyglądowi. Brak zabezpieczeń głośników (niepotrzebne...?), oparcie tylko na bezpiecznikach to dość odważne posunięcia i taki też musi być użytkownik. Wzmacniacz nie powinien sprawiać kłopotów jednak należy dbać o brak przypadkowych zwarć wyjścia, co jakiś czas kontrolować temperaturę radiatorów, klasa bliska A z dużym prądem i okolice 60-70 stopni. W czasie użytkowania może też wystąpić usterka zasilania końcówki i nie jest to dziwne. Jest ono włączane po czasie rozgrzewania lamp preampu przekaźnikiem wprost ze sterowania windy osobowej (gigant ze stykami na wierzchu). Ogromny prąd udarowy włączania transformatora rodem ze stacji energetycznej (brak soft startu – a co?, potrzebny?) czasem w efekcie skleja styki. Trzeba na to uważać, obserwować czy nie zaistniała taka wada i je mechanicznie rozłączyć, co jakiś czas można oczyścić ( Ostrożnie! napięcie sieci!). Jeśli się tego nie zrobi (nie zauważy) to podczas rozgrzewania lamp na wyjściu może się pojawić składowa stała przez czas ładowania kondensatorów sprzęgających, niebezpieczniutko.
Na koniec...
Jeśli coś jest zbędne z punktu widzenia wzmacniania dźwięku – to tego w EV2000 nie ma. Czyżbym zrozumiał filozofię, która kryje się za słowem Evolution w nazwie? Po prostu zostawiono jakiś wzmacniacz na milion lat i odnaleziono potem ten. Co niepotrzebne do wzmacniaczowania zanikło.
Sygnał wchodzi, wzmacnia się napięciowo a potem dostaje muskuły prądowe w końcówce mocy i wychodzi. W założeniu nie patrzy w lustro tylko jak prawdziwy macho dorasta i prze przed siebie łamiąc po kolei damskie serca. Moje też, bo co szkodzi patrzeć na piękne? Pierwszy raz coś mi grało tak, aż brzęczały szyby a ja miałem ochotę na więcej... Czy na dłuższą metę związek byłby szczęśliwy – nie wiem, żona kazała ściszyć. To taki typ co wnosi swoje zdanie do tematu i możemy się sobą zmęczyć, jednak - ciekawy był, oj ciekawy. Zarumieniłem się na wspomnienie tej przygody. Od tamtego czasu mam plan zrobić podobny dla siebie.
Khem Khem