08/05/2026
Dziś będzie konstrukcja ze stajni młodego Nelsona Passa – Threshold SA/3.
Wzmacniacze produkowane w połowie lat 80. Konstrukcja bipolarna. W oficjalnych broszurach, zasada działania opisana bardzo kwieciście. Można by powiedzieć, że odkrywczo nowatorska pierwsza i jedyna.
Klasycznie zbudowany wzmacniacz mocy można podzielić na charakterystyczne bloki: wejściowy układ różnicowy, wzmacniacz napięciowy oraz wtórniki z przeciwsobną końcówką mocy. Temat wałkowany od lat 50 na różne sposoby z nielicznymi wyjątkami do których Threshold... nie należy. Wydawać by się mogło, że więcej dymu jak ognia, denerwujący marketingowy bełkot – bynajmniej! ten wzmacniacz wcale nie jest taki typowy jeśli się przyjrzeć mu bliżej.
Jest wspomniany stopień mocy ale w konfiguracji sziklaia i to z sześcioma! tranzystorami mocy równolegle. Niezbyt szybkimi (ft 4 MHz), szybkie w tej konfiguracji mogą być trudniejsze do opanowania, potrafią się wzbudzać, tu nie ma z tym widocznych problemów. Nawet mimo braku typowej w większości wzmacniaczy, cewki połączonej szeregowo z obciążeniem, która je separuje, zwiększa pewność stabilności pracy (dla obciążeń o charakterze pojemnościowym). Takie cuda umożliwia poniekąd też specyficznie zaprojektowana pętla sprzężenia zwrotnego omijająca końcówkę mocy, sygnał zwrotny pobierany jest ze sterowania układu wyjściowego. Za liniowość ostatniego stopnia odpowiada wyłącznie Pan Sziklai i krzem. Pomaga im bardzo wysoki prąd spoczynkowy, klasa A praktycznie do mocy 50 W na 8 omach. Nie ma zabezpieczeń prócz przewymiarowania i bezpieczników na zasilaniu, nie ma przekaźników zabezpieczających głośniki. Tak się zwykle nie robiło! To nie jest kolejny wzmacniacz wyjęty z szafy z projektami, to nie jest wyżyłowany wzmacniacz który Japończyk tworzył tnąc kataną włos na cztery w locie. To nie jest też niemiecki wzmacniacz we włoskich mokasynach. To wzmacniacz co nie wiesz jak brzmi do czasu gdy go nie posłuchasz. Tu wyedytowałem porówanie mające uzmysłowić jak przyciągające ucho (oko) wrażenia daje. Tak, wiem - to nie ułatwia sprawy.
Egzemplarz który trafił do warsztatu działał ale Klient nie był z niego zadowolony. Pomiary wykazywały, że w rozpływie prądów pomiędzy tranzystorami pracującymi równolegle występują duże róznice.
Po rozbiórce i sprawdzeniu tranzystorów wyjściowych charakterografem okazało się, że z jakichś przyczyn mają bardzo duże rozrzuty wzmocnienia oraz co często idzie w parze - też i napięcia Ube przy danym Ic. Są zadziwiająco nieliniowe w zakresie niewielkich prądów kolektora. Wzmocnienie spadało znacznie właśnie w zakresie użytecznej pracy i to bardzo różnie pomiędzy egzemplarzami. Pomiary tych tranzystorów można zobaczyć na moim kanale YT.
Kilka sztuk tego samego typu, które miałem w szufladzie – bo szczęśliwie są nadal produkowane - nie wykazywało takich wad, czyli nie jest to typowe dla modelu, co czasem niestety bywa. Zamówiłem z nadmiarem nowych, do wzmacniacza wchodzi 28 sztuk MJ15022 i MJ15023. Po otrzymaniu wszystkie zostały zmierzone i okazały się być bardzo dobre, praktycznie nie wymagały segregowania. Wzmocnienie stałe, struktury solidne (pętle z grzania małe).
Po zamontowaniu wyszło, że trudno utrzymać równobieżność nagrzewania obu stron. Stabilność prądu spoczynkowego była różna. Problem leżał w układzie tzw „opto-bias” i wymagał dobrania dwóch nowych identycznych transoptorów. Jakiekolwiek różnice w ich parametrach skutkowały rozjazdem stron. Było z tym trochę zabawy.
Po zrobieniu wzmacniacz testowałem i muszę przyznać, że leży w lidze ogromnie przyjemnych. Łączy w sobie dużą wydajność prądową w impulsie. Pewnie modulacja parametrów od zmian prądu i temperatury struktur tranzystorów wyjściowych jest mniejsza niż typowo. Dobrze radzi sobie ze skomplikowanymi fragmentami utworów, nie męczy, nie piłuje uszu a jednak ma dużą rozdzielczość. Nie tworzy dźwiękowych bezkształtnych blobów. Nie słucham metalu ale ciekawe jak by sobie z z nim poradził.
Niestety nie mam w sobie duszy dokumentalisty i nie zrobiłem ani jednego zdjęcia całości...