03/03/2026
Jeden z naszych klientów, dodał właśnie na forum naszeaudio.pl recenzję najnowszej karty Everest USB One:
"Cóż, mam własnoręcznie składany, dość zaawansowany serwer muzyczny, wiec z wielką przyjemnością pożyczyłem do testów kartę Everest USB One.
Miałem wcześniej Pink Faun USB Bridge mk.1, potem z zegarem OCXO (po ponad rok), słuchałem z zegarem Ultra OCXO przez kilka tygodni. Jednak te karty miały problem ze sterownikami szyny PCIe starego typu i przestały współpracować z płytami od generacji 7 chipsetów intel. Nabyłem Pink Faun USB Bridge mk.2 i była ona hmmm.... wystarczająca.
Producent opisał mi dużo szczegółów technicznych, ale starałem się nie wyciągać żadnych wniosków. Zamontowałem w swoim komputerze, zasiliłem przez moduł Superstablizatora Mojo-Audio (na wzmacniaczach operacyjnych SparcoS).
Pierwsze 15 minut to było niezłe jojo z dźwiękiem. Potem się ustabilizowało i szło już tylko w górę pod względem jakości. Posłuchałem sobie niezobowiązująco przez 3h a potem musiałem porobić inne rzeczy, wiadomo, studio w pracy. W weekend nie posłuchałem, zostawiłem jednak komputer na weekend pod prądem i z ciekawością usiadłem dzisiaj do posłuchania. Najpierw 2h niezobowiązująco, aby nie wpaść w pułapkę "uwrażliwienia" gdzie, słyszymy więcej i lepiej, bo zwracamy na to uwagę. A potem już w skupieniu.
Najbardziej co rzuca się w uszy, to słychać dużo więcej wszystkich "drobnych" dźwięków takich jak trącenia strun, jak ilość słyszanych przeszkadzajek,. Kolejna sprawa to dużo lepsze oddanie akustyki pomieszczeń, zwiększa się ilość odbić echa pomieszczeniach. Tak, ilość,. bo nagle się okazuje, ze echo nie jest pojedyncze, tylko dźwięk jest odbity wiele razy, szczególnie jak wychodzi się z głośnych pasaży w kompletną ciszę, Na dużych instrumentach jak fortepian, kontrabas słychać dużo lepsze faktury dźwięków, one są mniej gładkie, bardziej rozedrgane. Właściwie jakikolwiek utwór się weźmie, z jakiejkolwiek płyty, co najmniej dobrze zrealizowanej, to słychać po prostu więcej. Dużo więcej To nie jest mała różnica na poziomie trudnym do wychwycenia przez naszą percepcję. To jest ogromna różnica, którą słychać od razu i na wielu poziomach. Krawędzie ataku dźwięku są ostrzej i precyzyjniej zaznaczone.
The Time - Możdźer, Danielsson, Fresco
Słucham skrzypiec - fenomenalnie odtworzone są efekty przesuwania smykiem po strunach, to jest kompletnie inny poziom w odtwarzanie instrumentów, w ich brzmieniu i muzykalności.
Słucham fortepianu - drobne niuanse w operowaniu pedałem wyciszającym dźwięk są natychmiast słyszalne, przyjemnie usłyszeń nie tylko wygaszanie, ale to, że jest to miękkie i stopniowe.
Słucham kontrabasu - słyszę nie tylko przesuwanie rąk po strunach, słyszę przesuwanie wnętrzem dłoni po gryfie, wcześniej nie miałem o tym pojęcia, że to zostało zarejestrowane
Słucham perkusji - wybrzmienia wcześniej wygaszane, teraz wibrują jeszcze sekundę lub dwie dłużej, a w tym czasie inne dźwięki są selektywnie odtwarzane, jednak nic na siebie nie zachodzi.
Zmiana repertuaru...
Słucham orkiestry - cóż, nie sposób chyba opisać tych zmian w jednym wątku, bo na co zwrócę uwagę, to buzia się uśmiecha. Różnic jest tak wiele, że na usta i palce na klawiaturze cisną się same superlatywy.
Słucham kapeli rockowej z koncertu - oj tutaj to jednak może lepiej nie słyszeć więcej, bo... tak, zafałszował na gitarze, oj... pierwszy raz to usłyszałem tak dobrze.
No dobra, wydanie studyjne - ajaj fajnie te gitary na Toolu brzmią, nie są jednolite, są chropowate, są drgające, są ostre.
Jakiejkolwiek znanej mi płyty bym nie posłuchał, to efekt jest ten sam. Jest więcej, szczegółowiej, mocniej, dłużej, Po prostu DUŻO lepsze źródło dźwięku. I tu nie ma miejsca na wątpliwości.
Karty z komputera już nie wyciągam."
Dziękujemy bardzo!